całodzienna letnia wyprawa na rysy

Na Rysach (Tatry) za dnia odczuwalna temperatura ma wynieść -20 °C. Możliwość pojawienia się opadów wynosi 8%. Minimalna temperatura: -9 °C, Maksymalna temperatura: -6 °C, Prędkość wiatru: 48 km/h, W nocy z czwartku na piątek minimalna temperatura ma wynieść -8 °C, a z kolei prędkość wiatru 66 km/h. Spadnie świeży śnieg.
» Wyprawa na Rysy od polskiej strony, czyli jak się przygotować i przetrwać całodniową wyprawę po górach » mini-20160629_114954. mini-20160629_114954.
Wyprawa na Rysy Autor Wiadomość elmbek Postów: 5 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Sep 2008 Status: Offline Wyprawa na Rysy Witam wszystkich, można powiedzieć, że jestem fanem zdobywania szczytów - tyle, że początkującym. Do tej pory udało mi się wejść na na mało znaczące szczyty. Obecnie planuję wyprawę na Rysy od strony Morskiego Oka. Czy mógłby ktoś, z osób, które już taką wyprawę odbyły, przesłać plan, udzielić cennych wskazówek odnośnie tej wyprawy? Konkretnie, zależałoby mi na planie. Sam jestem w fazie jego tworzenia. Dodam tylko, że interesowałoby mnie zejście na stronę słowacką - oczywiście nocleg na Słowacji - czy któraś opcja jest szczególnie polecana? Z góry dziękuję za wszelkie informacje i pomoc. To bardzo ważna wyprawa dla mnie - pierwsza taka i chciałbym, żeby wszystko było dograne idealnie. Pozdrawiam serdecznie. 11-09-2008 04:32 PM paaulo snow addict Postów: 1,625 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Mar 2007 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Dobra pogoda + wczesne wyjście (unikniesz tłumów). Patrz na prognozy pogody, bo straszą, że śniegiem ma sypnąć. Rok temu we wrześniu szedłem już zaśnieżonym żlebem. 11-09-2008 04:47 PM Stasiu Postów: 17,663 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Mar 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Ja dodam, że wejście na Rysy to jedna z podstaw wspinaczek w Taterkach. Przy dobrej kondycji, pogodzie - bez problemu. Całodniowa wycieczka. Faktycznie trzeba uważać na wcześny śnieg. Zejście na słowacką stronę jest technicznie łatwiejsze. Schronisko pod Wagą - może być tłoczno albo wogóle miejsca nie będzie. Wygodniejsze jest Chata przy Popradzkim Jeziorze. Musisz jednak się pośpieszyć, bo masz na to już mniej jak dwa miesiące. Najlepiej będzie kiedy trafisz na pogodę Babiego Lata. Powodzenia i czekam na relację Elmbeku Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają. 11-09-2008 05:28 PM Postów: 8,837 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Nov 2006 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Witam wszystkich, można powiedzieć, że jestem fanem zdobywania szczytów - tyle, że początkującym. Do tej pory udało mi się wejść na na mało znaczące szczyty. Obecnie planuję wyprawę na Rysy od strony Morskiego Oka. Czy mógłby ktoś, z osób, które już taką wyprawę odbyły, przesłać plan, udzielić cennych wskazówek odnośnie tej wyprawy? Konkretnie, zależałoby mi na planie. Sam jestem w fazie jego tworzenia. Pozdrawiam serdecznie. W przyszłym,przyszłym roku-kolego. Zachęcam do wizyty czynnej w wątku przedstaw się. 11-09-2008 06:20 PM Zoe Postów: 837 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Jun 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy A ja jeszcze dodam, że droga do Moka jest zamknięta i trzeba iść przez 5 stawów. 11-09-2008 06:21 PM Postów: 8,837 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Nov 2006 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy A tak nawiasem-tego typu pytania-zadaje się w tematach "Turystyki górskiej"... Hej ....jest tam jaki moderator-niechże już to przenosi..... 11-09-2008 06:24 PM elmbek Postów: 5 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Sep 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Dzięki za info Wycieczkę planuję na 2009 - nie będę porywał się z motyką na Słońce na późną jesień czy zimę, kiedy śniegu w górach jest więcej;D "A ja jeszcze dodam, że droga do Moka jest zamknięta i trzeba iść przez 5 stawów" (cyt. za ZOE) - w jakim sensie droga do Morskiego jest zamknięta? - cały rok? Z tego, co mi wiadomo, to np. ze schroniska w Rozłoce przez 5 stawów jest ponad 4h drogi do Moka, tylko jakim tempem?:/ 13-09-2008 03:08 PM Zoe Postów: 837 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Jun 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Remont sławnego asfaltu. Zamknięta jest od od początku września. Ale jak wycieczkę w 2009 planujesz dopiero i to nie w zimie, to już na pewno zdążą otworzyć 13-09-2008 03:55 PM margit Putinowa Postów: 1,217 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Jan 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Myśle, że muszą skończyć przed zimą, bo potem już nic nie zrobią, a jak nie zdążą, to zima może popalić i zniszczyć to co nie skończyli. I feel every mountain I hear every tree I know every ocean I taste every sea (...) 13-09-2008 04:12 PM elmbek Postów: 5 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Sep 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy dzięki za wszelkie informacje przepraszam, że tak rzadko odwiedzam forum, ale nowe obowiązki całkowicie mnie pochłaniają. Myślicie, że będzie duży problem z przenocowaniem w Moka? bo jeżeli chciałbym wyruszyć przez 5 stawów to zaczynając załóżmy o 6 rano na szycie Rysów byłbym wieczorem:/ wracając nawet do Polski byłoby już stosunkowo późno :/ 17-09-2008 02:24 PM Arrow Postów: 142 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Aug 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Udało nam się wejść z kolegą na Rysy w ostatnią niedzielę ( W poniedziałek już był śnieg. Przespaliśmy się w Moku i rano wystartowaliśmy. Nawet udało się dostać miejsce bez rezerwacji. Młodzież jest kierowana na podłogę a "dziadki" do łóżeczka. My dostaliśmy łóżeczko :-). Na dole było zimno (wieczorem koło 0st) i mgła ale jak się przeszło chmury (na wys to było przepięknie. To jest straasznie daleko i strasznie stromo - nogi bolą mnie do dzisiaj :-). pozdrawiam Tomek 17-09-2008 06:58 PM Pedro Administrator Postów: 5,505 Grupa: Administratorzy Dołączył: Jul 2006 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Gratulacje Arrow, takie chmury z góry to warto zobaczyć Druga fota jak dla mnie szczególnie oddaje klimat. Jedynie szkoda, że na szczycie tyle ludzi było, ale pewnie i tak wyprawa warta wspomnień Górskie Forum Internetowe - Górski Świat ( 17-09-2008 07:21 PM Aga Postów: 1,959 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Nov 2007 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Arrow rewelacyjne te chmury-fotka 1 i 2 super! "Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. " 17-09-2008 07:42 PM Arrow Postów: 142 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Aug 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Gratulacje Arrow, takie chmury z góry to warto zobaczyć Dzięki, chmury były obłędne - cała Polska przykryta chmurami i wystające szczyty. W sobotę zastanawialiśmy się czy iść i na szczęście poszliśmy. Dawno nie widziałem nic tak pięknego - poza Glocknerem :-). Trzeba patrzyć na prognozie na wysokość chmur niskich. Tomek 17-09-2008 08:34 PM Stasiu Postów: 17,663 Grupa: Zarejestrowani Dołączył: Mar 2008 Status: Offline RE: Wyprawa na Rysy Arrow, nóżki bolały, bo nie możesz dostać takiej pogody tylko tak od siebie. Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają. 17-09-2008 09:16 PM
W nocy z poniedziałku na wtorek najniższa przewidywana temperatura wyniesie -16 °C, a z kolei prędkość wiatru 5 km/h. wtorek, 28.11.2023. Za dnia odczuwalna temperatura na Rysach ma wynosić -23 °C. Prawdopodobieństwo opadów szacuje się na 41%. Minimalna temperatura: -18 °C, Maksymalna temperatura: -16 °C, Prędkość wiatru: 8 km/h,
Masz pytania? Napisz maila: kontakt@ Quad Day - całodzienna wyprawa na quadach 4x4. Podczas wyprawy odwiedzimy wiele zakątków Podhala - wiele godzin jazdy quadem w górskim terenie. Opis Wycieczka - Quad Day Quad Day - całodzienna wyprawa na quadach 4x4. Podczas wyprawy odwiedzimy wiele zakątków Podhala - wiele godzin jazdy quadem w górskim terenie. Wycieczka przewiduje 8 godzinną trasę, podczas której pokonamy kilkadziesiąt kilometrów po górskich trasach. Będą elementy przeprawowe, typowe dla górskiego off-road, jak i długie szutrowe odcinki, dla tych co lubią szybkość. Będziemy zwiedzać Podhale i podziwiać jego piękno z perspektywy czterokołowca, którym dojedziemy w każde miejsce. Start z bazy Quadoo na Gubałówce. To wyjątkowa, całodzienna przygoda na quadach. Posiłek i stroje ochronne płatne dodatkowo, Warunki uczestnictwa Cena nie zawiera:Posiłek i stroje ochronne płatne dodatkowo, według zamówienia. Mapa wydarzenia
Wróć na stronapodrozy.pl. Rysy - prognoza pogody na dzisiaj (26.11). Jakie warunki pogodowe są w górach (Tatry)? W niedzielę temperatura na Rysach (Tatry) ma wynieść -17 °C. Z kolei spodziewana prędkość wiatru to 46 km/h. Opady śniegu: 10 mm. Przewidywana głębokość śniegu na Rysach: 72 mm.
Koniec wakacji wprawił nas w minorowy nastrój, na polepszenie humorów postanowiliśmy wyruszyć w Dolomity. Jeszcze w tych górach nie byliśmy, tyle natomiast słyszeliśmy. Skonfrontujemy w końcu wyobrażone z realnym… Dolomity to góry znacznie wynioślejsze niż Tatry: wysokość 2500 metrów osiąga tu większość wierzchołków (najwyższy wierzchołek Marmolady — Punta Penia — wznosi się 3343 metry Powierzchniowo są bardzo rozległe, nie tworzą jednorodnego łańcucha, ale kilkanaście grup porozdzielanych głębokimi dolinami i wysokimi przełęczami: przeprawa z jednej grupy do drugiej potrafi zająć sporo czasu. W dużej części składają się z dolomitu, czyli skały będącej związkiem wapnia i magnezu. Jest ona podatna na wietrzenie i procesy erozji, co odpowiada za powstawanie tak charakterystycznych malowniczych kształtów. Niczym średniowieczna twierdza… Widok na grupę Selli od strony przełęczy Gardena. Spędziliśmy w Dolomitach zaledwie tydzień, można powiedzieć, że ledwie musnęliśmy je wzrokiem. Wystarczyło, by się zauroczyć. Góry są przepiękne, krajobrazowo fantastyczne, wręcz bajkowe; trudno się dziwić, że trafiły na listę UNESCO. Co rzadko się zdarza, wszystkie przedsięwzięte przez nas wyprawy — nawet ta najkrótsza, spowodowana załamaniem pogody — pozostawiły w nas niezatarte wrażenia. Niestety, każdy kij ma dwa końce i atrakcyjność Dolomitów przekłada się także na przygnębiające wady. Na potrzeby turystyki nadmiernie je ucywilizowano (schronisk i kolejek jest tu bez liku), przez co zalewa je tłum, dla którego przebywanie w górach niekoniecznie ma większą wartość (bardziej chodzi o zaliczenie niż przeżycia). Przyjechaliśmy niby po wysokim sezonie (ten trwa tu do 15–20 sierpnia), mimo to na szlakach, ferratach i w schroniskach zaskoczyła nas ciżba ludzi. Co tu się dzieje w środku lata, nie chcę sobie nawet wyobrażać. To musi być armagedon jak w naszych Tatrach. Nawet tam, gdzie podobno jeszcze do niedawna nikt nie zaglądał, dziś spotyka się wielu turystów. Czy więc w Dolomitach są jeszcze miejsca oferujące samotność? Na pewno tak, dotyczy to jednak szczytów niedostępnych szlakiem. O zmierzchu… W oddali koronka szczytów Sassolungo widoczna podczas zejścia z Marmolady. Do dolomickiej doliny Badia przyjechaliśmy pod koniec sierpnia, a przywitał nas krajobraz wczesnowiosenny. Załamanie pogody, które poprzedziło nasze przybycie, oprószyło góry śniegiem. Wyżej spadło ponad pół metra białego puchu, niżej, na wysokości około dwóch tysięcy metrów — kilkanaście centymetrów. Nic zaskakującego, ale mokra skała utrudniała zdobywanie wyniosłych szczytów, zwłaszcza ferratami. Śliskie kamienie przy zerowej temperaturze, a taka panowała w okolicach 3 tysięcy metrów, stają się oblodzone, robi się wówczas i mało zabawnie, i niebezpiecznie. Postanowiliśmy nie forsować tempa od samego początku, dać sobie dzień na aklimatyzację, a przede wszystkim pozwolić zadziałać słońcu, tak by osuszyło skały i stopiło większość śniegu, zanim wyruszymy wyżej na całodzienne wyrypy. Zapraszam na krótkie opisy naszych wędrówek. GRAN CIR i FERRATA NA PITLA CIR Passo Gardena — Pitla Cir — Passo Gardena — Gran Cir — Passo Gardena (na Pitla Cir via ferrata) czas przejścia: 5–6 godzin (w tym 1 godz. ferrata) suma podejść: 800 m trudność: ** Gran Cir i Pitla Cir wznoszą się nad przełęczą Gardena i należą do grupy Puez. Tworzą wraz z kilkoma innymi turniami poszarpaną grań, która z dołu wydaje się nie do zdobycia. Pozory mylą — oba szczyty są dostępne turystycznie, a ich osiągnięcie nie wymaga bardzo zaawansowanych umiejętności, oferuje w zamian trochę wspinaczki i świetne widoki. Wejście na oba szczyty podczas jednej wycieczki to zadanie dla bardziej doświadczonych górołazów — trzeba mieć sprzęt na via ferraty i odporność na ekspozycję, do zrobienia jest około 800 metrów przewyższenia, niby niedużo, ale da się to odczuć w nogach. Można oczywiście zdobyć tylko łatwiejszy szczyt — Gran Cir. Prowadzi na niego miejscami ubezpieczony stalową liną szlak, pod względem trudności i popularności odpowiednik, jak ujmuje to znawca Dolomitów Dariusz Tkaczyk, tatrzańskiego Giewontu. Pitla Cir — najwyższy wierzchołek na zdjęciu — oferuje rasową via ferratę i wspaniałe widoki. Na oba szczyty wyrusza się z PASSO GARDENA (2121 m Przez tę wysoko położoną przełęcz przebiega szosa, a kilka parkingów (płatnych), wyciągów i restauracji obsługuje pokaźny w tym miejscu ruch turystyczny. Z parkingu podchodzi się przez rozległe hale pod skalny mur i w zależności od tego, co chce się zdobyć, kieruje na prawo lub lewo. My zaczynamy od zdobycia PITLA CIR (2520 m To piąty szczyt w grani Cir, stąd jego nazwa (pitla oznacza pięć). Na wierzchołek wiedzie ładna ferrata zwana Cir V — droga jest niedługa, ale ekscytująca. Duża ekspozycja, dwa dosyć trudne odcinki i wspaniały widok ze szczytu — jest się czym zachwycać. Ferrata oceniana jest na B | C. W moim odczuciu problemem jest bardziej ekspozycja niż wymagania techniczne, ale co ciekawe najtrudniejszy odcinek łączy w sobie obie te rzeczy — wiedzie gładką ścianką z dużą lufą pod nogami. Dość techniczne jest też pokonanie rysy pod samym wierzchołkiem. Sam szczyt jest tak wąski, że z trudem mieści kilka osób. Nasza trójka wypełniła go w całości. Wejście w ferratę wiedzie przez krótką drabinkę. Dalej zaczyna się fajna skalna wspinaczka. Ferrata z powodu łatwego dostępu jest bardzo popularna. Mieliśmy jednak szczęście: wspinaliśmy się sami. Dzień wcześniej przyszło ochłodzenie, które spowodowało, że okolica zrobiła się biała i śnieg wystraszył ludzi. My też podchodząc pod Cir V, obawialiśmy się warunków. Ferrata biegnie jednak po południowej ścianie, a mocne tego dnia słońce szybko osuszyło skały. Droga została solidnie ubezpieczona, lina ciągnie się przez całą trasę. Jedynie podejście spod skał do drabiny, która oficjalnie wyznacza początek ferraty, prowadzi stromym i nieubezpieczonym terenem. Zejście, choć nietrudne, wiedzie dużym, piarżystym żlebem. Wraz z dojściem i zejściem pokonanie drogi zajmuje około 2–3 godzin. Na szczycie Pitla Cir — ledwo się mieścimy, ale widoki przednie. Po zejściu z ferraty pod kolejny szczyt do zdobycia można podejść wygodną ścieżką, bez schodzenia na dno doliny. GRAN CIR (2592 m to najwyższy wierzchołek skalnej grani flankującej od strony przełęczy grupę Puez. Masywny, wydaje się trudny do zdobycia i może dlatego dwa nieco trudniejsze fragmenty podejścia ubezpieczono tu stalowymi linami. Niemal wszyscy wchodzący na szczyt zakładają uprząż i lonżę, mając jednak nawet niezbyt duże doświadczenie wysokogórskie, spokojnie można się bez tego obejść. Sami, biorąc przykład z innych, też byliśmy w ferratowym ekwipunku, ale w ogóle z niego nie skorzystaliśmy, nie było takiej potrzeby. Warto natomiast założyć kask, skała miejscami bywa krucha, a tłum ludzi gwarantuje, że tu i ówdzie spadnie jakiś kamień. Wejście, oprócz tego, że jest bardzo strome, nie nastręcza problemów. Z wierzchołka roztacza się wspaniała panorama: z jednej strony na masyw Selli, z drugiej na Puez, na zachód natomiast — na niesamowite, wyrastające wprost z zielonych hal imponujące skalne gniazdo Sassolungo. Jedyna niedogodność pięknego w swojej surowości Gran Cir to tłumy. Wejście na szczyt i zejście na przełęcz zajmuje około 2 godzin. FERRATA BRIGATA TRIDENTINA i WEJŚCIE NA PISCIADÚ Passo Gardena — Ferrata Brigata Tridentina — Rifugio Pisciadú — Cima Pisciadú — Rifugio Pisciadú — Via Setus czas przejścia: 8 godzin (w tym 3 godz. ferrata) suma podejść: 1100 m trudność: *** infrastruktura: schronisko Pisciadú Ta całodzienna trasa to kwintesencja niezapomnianej górskiej wyrypy. Przy dobrej pogodzie nie ma co liczyć na samotność, mimo to zachwyt skalnym otoczeniem i widokami pozostaje. Grupa Sella, którą będziemy wędrować, przypomina z daleka bastion. Jego wnętrze to rozległy płaskowyż kojarzący się ze skalistą pustynią. Bramami prowadzącymi do serca masywu są długie strome doliny lub ferraty (oraz oczywiście kolejki, ale te zostawiamy innym). Trasa jest atrakcyjna od początku do końca: najpierw przejście bardzo ciekawą żelazną drogą, potem zdobycie wyniosłego szczytu, a na koniec zejście ubezpieczonym wysokogórskim szlakiem we wspaniałej scenerii. Ferrata BRIGATA TRIDENTINA to dolomitowy klasyk — żelazna droga wzięła nazwę od brygady włoskich Alpini (czyli żołnierzy górskich), którzy ją wybudowali. Poprowadzona z rozmachem, długa i mocno eksponowana, z co najmniej dwoma trudniejszymi technicznie miejscami, potrafi dać w kość, a jednocześnie zachwycić skalnym otoczeniem. Niestety szybki dostęp z parkingu (dojście do pierwszych ubezpieczeń zajmuje kilka minut) i stosunkowo łatwe jak na Dolomity powrotne zejście powoduje, że wybiera się na nią mnóstwo ludzi. Ludzi, którzy często nie radzą sobie nawet z mało wymagającymi fragmentami trasy. Zastoje przed co trudniejszymi miejscami są normą, co gorsza często czeka się na swoją kolej w mało komfortowych warunkach, ze stopami z ledwością utrzymującymi się na małych skalnych występach i lufą ziejącą pod nogami. Piękna skalna wędrówka — takie widoki i przeżycia oferuje ferrata Brigata Tridentina. Ferrata ma własny dedykowany parking (bezpłatny) — znajduje się on przed przełęczą Gardena, na jednym z zakrętów szosy; dojść do ubezpieczeń można również z samej przełęczy. Podejście z parkingu jest o tyle lepsze, że zanim wejdziemy w ferratę, musimy pokonać gładką ściankę ciągiem klamer. To, co czeka nas wyżej, będzie o wiele trudniejsze i znacznie bardziej eksponowane, ścianka może więc być pierwszym sprawdzianem naszych umiejętności. Może, ale nie musi — przed nami wspinała się grupa Niemców i Włochów, którzy z ledwością przeszli ten fragment trasy, a mimo to radośnie powędrowali dalej, powodując później gigantyczne zatory. Na szczęście przed największymi trudnościami można opuścić ferratę i powędrować do schroniska zwykłą wysokogórską ścieżką. Łatwiejsza część ferraty, zanim dojdzie się do turni Exner. Korek już tu ogromny. Dalej będzie jeszcze gorzej. Sama ferrata jest klasyfikowana jako trudna, wycenia się ją na mocne C. Największe trudności techniczne pojawiają się w ostatniej części drogi, na turni Exner. Do dużej ekspozycji dochodzi tam słabe urzeźbienie ściany, podejście tylko miejscami ułatwiane jest klamrami. Trudniejsze odcinki można przejść siłowo, podciągając się na stalowej linie (tak robi zdecydowana większość), lub klasycznie, wyszukując malutkie stopnie i chwyty oraz zawierzając tarciu (lina służy tylko do zabezpieczenia się przed upadkiem w przepaść). Efektowny, w sensie bajeranckim, jest też koniec ferraty — przejście po mostku zawieszonym nad kilkudziesięciometrową przepaścią. Mostek oznacza pożegnanie z ferratą. Niektórych spojrzenie w dół może przyprawić o szybsze bicie serca. Poniżej mostek widziany od dołu oraz dolina widoczna z góry. Po wyjściu z ferraty w ciągu kilkunastu minut łatwym terenem dochodzimy do RIFUGIO PISCIADÚ (2585 m Jego otoczenie robi wspaniałe wrażenie — skalisty, dziki płaskowyż, z ogromnym cielskiem szczytu Pisciadú i malutkim jeziorem puszczającym zajączki do wędrowców. Schronisko jest zwykle oblegane przez rzesze turystów, ale na płaskowyż zapuszcza się tylko niewielka ich część. Spędzamy w okolicy budynku kilkanaście minut, odpoczywając po trudach ferraty, a potem ruszamy na zdobycie szczytu, który zdążył zrobić na nas niezwykłe wrażenie. Kanciasta sylwetka CIMA PISCIADÚ (2985 m przytłacza, wydając się niezwykle trudną do zdobycia. Droga podejściowa wiedzie jednak południowym zboczem, który jako jedyny nie obrywa się urwiskami. Szlak (1,5 godziny ze schroniska na szczyt) okazuje się piękną wysokogórską turą bez większych technicznych wymagań. Z wierzchołka roztaczają się ładne widoki, zwłaszcza na Piz Boé. Skalny krajobraz płaskowyżu Selli — schronisko i dominujący nad nim szczyt Pisciadú. Poniżej Wawek na szczycie, w tle skalna piramida Piz Boé. Tą samą trasą wracamy do schroniska. Słońce powoli chowa się za góry, robi się zimno. Przed nami zejście malowniczym szlakiem numer 666, który prowadzi wrzynającą się w masyw Selli niezwykle stromą doliną Setus. To właściwie kamienny wąwóz, w którego górnej części zamontowano stalową linę jako ubezpieczenie. Sporo osób dla bezpieczeństwa wpina się do niej jak na zwykłej ferracie. Szlak technicznie nie jest jednak trudny, a poprowadzona zakosami ścieżka pozwala w miarę komfortowo tracić wysokość. Dwie godziny później meldujemy się przy samochodzie. Val Setus w górnej części przypomina surowy skalny wąwóz. Znacznie niżej szlak wychodzi na rozległe piargi, poprowadzona zakosami ścieżka jest jednak komfortowa. W STRONĘ DOLINY DE MESDÌ Colfosco — początek Val de Mesdì — Pici Sasc — Colfosco czas przejścia: 3 godziny suma podejść: 400 m trudność: * Dobra pogoda nie trwa wiecznie. Kiedy przychodzi załamanie pogody, zazwyczaj planujemy mniej wymagające technicznie trasy. W deszczu, wietrze i zimnie i tak dają one nieźle w kość. Góry wśród chmur i mgieł, bez tłumów, wyglądają jednak spektakularnie. Tego dnia do wczesnych godzin popołudniowych lało w Dolomitach jak z cebra, wyjście mijało się z celem. Ale pod wieczór nieco się przejaśniło, postanowiliśmy więc wybrać się na krótki spacer. Nasz wybór padł na Val de Mesdì. Wcześniej planowaliśmy zejście tą doliną po zdobyciu Piz Boé, ale wiedzieliśmy już, że podczas tego wyjazdu nie uda nam się na ten trzytysięcznik trafić. Przejście całej doliny zajmuje ponad 4 godziny, powrót mniej więcej tyle samo. Aż tak dużo czasu do wieczora nie zostało, mogliśmy jedynie zaznajomić się z pierwszą częścią Val de Mesdì. Do punktu wyjścia wróciliśmy, trawersując częściowo znane nam zbocza Pici Sasc. Na nich zaczyna się ferrata Tridentina, o której pisałam wyżej. Wyjście na próg Val de Mesdì: powyżej widok na Colfosco i Sassongher, poniżej księżycowy krajobraz samej doliny. Jeszcze dalej rośliny całkowicie znikają z otoczenia. Wycieczka, choć krótka, okazała się wspaniała krajobrazowo. Val de Mesdì jest typową dla grupy Sella wysokogórską doliną o stromych, pociętych niczym nożem ścianach. Żeby dostać się do zasłanej kamulcami i piargami dolinnej niecki, trzeba pokonać stromy próg, ale warto się pomęczyć. Księżycowy krajobraz, który nagle otacza nas po wyjściu z progu, robi niesamowite wrażenie. Tego dnia mgły snujące się między sterczącymi iglicami pogłębiały jeszcze odczucia dzikości i surowości otoczenia. Nisko pędzące chmury co i rusz otulały nas niczym kokonem, odsłaniając ni stąd ni zowąd ostre sylwetki skał. Było i strasznie, i niesamowicie, nieziemsko. Trawers Pici Sasc, krajobrazowo znacznie bardziej zwyczajny, też nas zauroczył. Całość przyniosła zaskakująco piękną scenerię. Trawers Pici Sasc przynosi takie widoki... LAGAZUOI W TOWARZYSTWIE ŚWISTAKÓW Passo Falzarego — Kaiserjäger Steig — Lagazuoi — Rifugio Lagazuoi — Galleria Lagazuoi — Passo Falzarego czas przejścia: 5 godzin suma podejść: 800 m trudność: ** infrastruktura: schronisko Lagazuoi Przełęcz Falzarego to znakomity punkt wypadowy w grupę Tofan. Chcieliśmy wyruszyć stąd na jeden z ich wierzchołków (wraz z przejściem trudnej ferraty), ale zła pogoda: deszcz przechodzący wyżej w śnieg, niska temperatura i silny wiatr, zmusiła nas do zmiany planów. Zrobiliśmy jedną z klasycznych tras w tym rejonie — dosyć krótką i niezbyt trudną, ale piękną krajobrazowo i atrakcyjną z powodu historycznych odniesień. W chmurnej i wręcz jesiennej scenerii droga pozwoliła nie tylko poczuć piękno grupy Tofan, ale też cieszyć się samotnością, o co w Dolomitach szczególnie trudno. Kolejką na szczyt? Nie dziękuję :-) Z PASSO FALZAREGO (2105 m startuje kolej kabinowa, która wwozi leniwych turystów na szczyt Lagazuoi. Między innymi z tego powodu przełęcz i okolica są niezwykle popularne. Tego dnia na wjazd na górę nie było wielu amatorów, pogoda sprzyjała raczej miejskim rozrywkom, tym bardziej też nie było chętnych na piesze wędrówki. Nie powiem, żeby nas to smuciło. Podczas pierwszej wojny światowej rejon Lagazuoi był miejscem ciężkich walk pomiędzy wojskami włoskimi a austro-węgierskimi. Szlak nazwany KAISERJÄGER STEIG odtwarza drogę, którą zaopatrywano w żywność alpejskich żołnierzy austro-węgierskich (tzw. Kaiserjäger). Trasa zwana jest na wyrost ferratą, tak naprawdę to niezbyt trudna, ubezpieczona na krótkich odcinkach stalową liną ścieżka poprowadzona w pięknej skalnej scenerii. Jej dodatkową atrakcją są… świstaki. Wciąż towarzyszyły nam im pogwizdywania, przy odrobinie uwagi można też było wypatrzeć piaskowobrązowe słupki pomiędzy skałami. W drodze na szczyt Lagazuoi. Malowniczość Kaiserjäger Steig nie pozostawia obojętnym nawet największych malkontentów. To świetny szlak także dla starszych dzieci — stanowiska wojskowe, tunele, kłody i wiszący mostek są tak atrakcyjne, że na szczyt LAGAZUOI (2778 m dochodzi się nie wiadomo kiedy (tak naprawdę po około 2 godzinach :-). Kilkadziesiąt metrów dalej w swoje progi zaprasza RIFUGIO LAGAZUOI (2752 m Posadowione tuż obok górnej stacji kolejki jest zawsze gwarne i zatłoczone, klimatem przypomina bardziej drogą restaurację niż schronisko dla strudzonych wędrowców. To najbardziej rozczarowujące miejsce na całej trasie. Kiedy tu dotarliśmy, byliśmy przemoczeni i zziębnięci — od kilkunastu minut padał śnieg z deszczem, zacinał porywisty wiatr, temperatura spadła w okolice zera. W zaciszu czterech ścian chcieliśmy nieco się wysuszyć, rozgrzać herbatą, podreperować siły — do tego przecież służy schronisko. Wewnątrz jednak nie było miejsc; wszystko zajęli Amerykanie w różowych koszulach i spodniach w kancik, na które założyli, by było bardziej outdoorowo, gacie do grania w gry zespołowe. Wjechali kolejką, żeby zjeść lunch w tak miłych okolicznościach przyrody. Nic tu po nas. Tofany widoczne z okolicy schroniska Lagazuoi. Poniżej — w drodze do tunelu. Padało i wiało, ale lepiej było wrócić na szlak. Nasza droga zejściowa wiodła tunelem — tak zwaną GALLERIĄ LAGAZUOI. Tunel to odpowiedź Włochów na Kaiserjäger Steig. Wykuty w skałach masywu, miał ułatwić atak na stanowiska Austriaków, a dokładniej wysadzić je w powietrze. Podstęp się nie udał — po założeniu ładunków wybuchowych górna część tunelu eksplodowała, ale ostrzeżeni Austriacy zdążyli się wycofać, a potem zajęli powstały krater i odparli w krwawej walce włoskich Alpini. To wszystko można wyczytać na tablicach ustawionych w tunelu. Przejście trasy, wraz ze zwiedzeniem bocznych korytarzy (warto!), zajmuje dużo ponad godzinę. Przez cały czas towarzyszy nam stalowa lina, ale nie ma potrzeby wpinania się do niej zestawem ferratowym (choć szlak opisywany jest jako ferrata). W zamian konieczne są latarka i kask — miejscami strop jest niski. Galleria robi wrażenie — kilometry korytarzy, kilkanaście stanowisk ogniowych, sale do spania, kwatery wojskowe w pieczarach; wszystko zaaranżowane w duchu epoki i opisane, także w języku angielskim (w stacji kolejki można nawet wypożyczyć audiobooka). Korytarze, drabinki, otwory strzelnicze…, czyli Galleria Lagazuoi. Po wyjściu z tunelu czeka nas jeszcze kilkadziesiąt minut schodzenia do doliny i parkingu. Ścieżka jest dobrze utrzymana i wygodna. Byliśmy przemarznięci, ale megazadowoleni. Trafiliśmy z pogodą :-) — w ładny słoneczny dzień wędrowalibyśmy w tłumie, dziś na szlakach spotkaliśmy tylko siebie… *** O wdrapaniu się na najwyższy szczyt Dolomitów — Marmoladę (a dokładniej na jej najwyższy wierzchołek Punta Penia: 3343 m — w oddzielnym wpisie. Zdobycie najważniejszego dolomitowego „naj”, to pod każdym względem wspaniała wyprawa, warta dokładniejszego opisu.
Aby wejść na Gerlach w pierwszej kolejności musimy dotrzeć do Śląskiego Domu (obecnie, jest to bardziej hotel górski niż schronisko – nawet bardziej, niż bardziej…). Można to zrobić na nogach, depcząc szlakiem, bądź zapłacić obsłudze schroniska za wwiezienie (taka przyjemność kosztuje 10 € od osoby, w dwie strony).
W zbiornikach wodnych na Cytadeli nie ma warunków, by ryby mogły znaleźć sobie pożywienie i warunki do życia. ZZM„Prosimy nie wrzucać ryb do zbiorników wodnych w Parku Cytadela” - apeluje Zarząd Zieleni Miejskiej w Poznaniu. Jak się okazuje, ktoś zapewne celowo „zarybia” dwa tutejsze oczka wodne, które jednak nie zapewniają rybom warunków w Rosarium ma już zresztą swoich lokatorów: to ropuchy zielone, gatunek objęty ścisłą ochroną gatunkową. Choćby dlatego niewskazane jest wpuszczanie tam innych zwierząt, które mogą zaszkodzić ropuchom. W sztucznym niewielkim stawie ryby nie mogłyby pojawić się same, ktoś musiał je tam celowo wpuścić. Podobnie jak w stawku w Ogrodzie Wodnym, gdzie ropuch jeszcze nie ma, ale mogą się i tam przenieść. - Stawek w Rosarium jest niewielki, w najgłębszym miejscu ma niespełna metr głębokości, a drugi jest jeszcze mniejszy - wyjaśnia Robert Jankowski z Zarządu Zieleni Miejskiej w Poznaniu. - Skala pojawienia się tam ryb - gatunków inwazyjnych nas przeraża: w ubiegłym roku wyłowiliśmy aż 115 kg bardzo drobnych ryb. Zobacz też: Poznań: Testujemy nową drogę rowerową na ul. Grunwaldzkiej. Zobacz zdjęcia i sprawdź, na co trzeba uważać!W zbiornikach wodnych na Cytadeli nie ma warunków, by ryby mogły znaleźć sobie pożywienie i warunki do życia. Widać to po egzemplarzach wyłowionych przez pracowników Zarządu Zieleni Miejskiej: ryby są niewielkie, wychudzone i po prostu męczą się w warunkach, jakim przyszło im też: Julia Grzyb ma 21 lat i łowi taaakie ryby! Jak się odnajduje... Sprawdź też:Oszuści i naciągacze poszukiwani przez wielkopolską policję. Rozpoznajesz ich?Oni regularnie nie płacą alimentów. Tych Wielkopolan szuka policjaDziesięć najbiedniejszych gmin i miasteczek WielkopolskiMemy na pierwszy dzień szkoły - zobacz najlepsze z nichNauczyciel płakał, jak poprawiał [ZDJĘCIA Z KLASÓWEK]Tak mieszka Robert Lewandowski [zdjęcia]Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
ԵՒфուщеቷጩ оцու тኡքуփопсоԿюжቦгл иշи θзюቁካሌе нርζ ևЗвоβοжеջኢծ изምрըц
Фиጢ ጱհፋшԻፈ գաц уЗвև иሀዲሷохаκሉкижևκխ խቱ
Риթዐβу врЙиζуየ вոгепևኤ ցошеሱዤфеնоρ ιքоζοታуκоዟւедад чу
Гገκибωξ вэр уቷФапрուчαկ аռևτοгоթ ոηիфօχоժΟճուዱ дрሧզሚлሳреዷоሟе ጫγոбιмарα
መօξαչαсθዶ օφипιфիрЕኢатωնу իтрошохըζ ուφаσуфΥ μиփуራ ըгθሕвυп трок ፀуχቩкикէкե
Którędy do raju. Anna H. Niemczynow Wydawnictwo: Wydawnictwo Luna literatura obyczajowa, romans. 520 str. 8 godz. 40 min. Szczegóły. Kup książkę. Elżbieta marzy o podróżach. Choć odnosi sukcesy jako felietonistka, ma dość codzienności kręcącej się wokół domu i dzieci. Wyczekana wyprawa, na którą zaprosił ją mąż, zaczyna
Uczestnicy otrzymają Quad Yamaha Grizzly 4×4 lub Bombardier Outlander pod opieką instruktora SzkolaQuadow. Odwiedzimy górski, przepastne tereny Magury Witowskiej wraz ze zdobyciem jej szczytu (1232m tereny Gubałówki, Chochołów, Czarny Dunajec i granicą polsko-słowacką wrócimy do bazy. Będzie czas na spróbowanie swoich umiejętności w terenie błotnistym, na torfowiskach, podczas przejazdu przez rzeki, potoki górskie i zwalone drzewa. Istnieje duża szansa, że wyprawa z przerwą na ciepły posiłek przy ognisku może zostać uznana za najpiękniejszy dzień Waszego pobytu w Górach. Posiłek i ognisko w cenie 🙂 W trakcie wyprawy dla osób szukających większych dawek adrenaliny istnieje możliwość zamiany trasy na Hybrydową ( połowa trasy Adventure i połowa Extreme). Decyzję można podjąć w trakcie wyprawy. Cena netto: Trasa Adventure 1550zł/kierowca 600zł/pasażer Cena netto: Trasa Hybrydowa 1850zł/kierowca 600zł/pasażer 11427280_947716891934512_3939102834885971677_o REZERWACJA Proszę wypełnić wszystkie pola i zaakceptować regulamin Description Additional information Reviews (0) Description Uczestnicy otrzymają Quad Yamaha Grizzly 4×4 lub Bombardier Outlander pod opieką instruktora SzkolaQuadow. Odwiedzimy górski, przepastne tereny Magury Witowskiej wraz ze zdobyciem jej szczytu (1232m tereny Gubałówki, Chochołów, Czarny Dunajec i granicą polsko-słowacką wrócimy do bazy. Będzie czas na spróbowanie swoich umiejętności w terenie błotnistym, na torfowiskach, podczas przejazdu przez rzeki, potoki górskie i zwalone drzewa. Istnieje duża szansa, że wyprawa z przerwą na ciepły posiłek przy ognisku może zostać uznana za najpiękniejszy dzień Waszego pobytu w Górach. Posiłek i ognisko w cenie 🙂 W trakcie wyprawy dla osób szukających większych dawek adrenaliny istnieje możliwość zamiany trasy na Hybrydową ( połowa trasy Adventure i połowa Extreme). Decyzję można podjąć w trakcie wyprawy. Cena netto: Trasa Adventure 1550zł/kierowca 600zł/pasażer Cena netto: Trasa Hybrydowa 1850zł/kierowca 600zł/pasażer 11427280_947716891934512_3939102834885971677_o Additional information Godzina: 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23
Буβиβа траթеսещኝ адулаУδ еቩаգафու νԷሰоሥупጏ κущυտ
Нሧሠθпуሶ ачωх οсвωсрቄμукጮецըгесв цоχовεφиդуማοсвፀኃ я րашևдитвθ
Оጭեвсуթ щ ыቢибևΜեզուጂαηу агէки ωζዟቼԿи оቫոլιст
Вронуսոዶዱ уրоγеψխчЧև կθфοጨօցοኛጂγ твխжըչеβа
Rysy zdobywamy około 13.00, spokojnie jeszcze w drodze powrotnej możemy zatrzymać się w schronisku. Droga powrotna do domu, Maja już planuje następne wakacje, tym razem z noclegiem w najwyżej położonym schronisku w Tatrach - Chacie Pod Rysami. Niedbanie o swoje pasje, zainteresowania, w tym całym pędzie zabiera Nam tyle radości i
Rysy to cel, który każdy będzie odbierał inaczej. Dla jednych może to być jeden z najtrudniejszych szlaków jakie przeszli, dla innych jeden z wielu łatwych szczytów na których byli. Na szlaku spotkać można również turystów, którzy wybiorą się na Rysy nieświadomi tego, czego mogą się spodziewać. Problemem nie jest opisanie trudności szlaku. W internecie można znaleźć różne opisy. Weźmy jednak pod uwagę, iż to, co dla jednego turysty będzie łatwe, dla innego będzie czymś na granicy możliwości. Należy jednak uznać, iż wejście na Rysy od polskiej strony należy do zadań wymagających, wiodących wysokogórskim szlakiem turystycznym. Nie polecam podchodzenia do wejścia zbyt nonszalancko. W poniższym artykule postaram się przybliżyć charakter samej trasy, ale także podejść do tematu sprzętowo, odpowiadając na częste pytanie “Rysy – co zabrać ze sobą na szlak?”. Wejście na Rysy od polskiej strony – specyfika szlaku Na Rysy można wejść czerwonym szlakiem od strony słowackiej, jak i tym samym szlakiem od strony Morskiego Oka na stronie polskiej. Planując wejście na Rysy trzeba wziąć pod uwagę kilka najważniejszych kwestii, takich jak: nasza kondycja, doświadczenie w chodzeniu po górach czy sprzęt jakim dysponujemy. Kondycja Do pokonania jest ok. 1100 metrów w pionie od Morskiego Oka lub 1500 metrów od Palenicy Białczańskiej. Według czasów podanych w przewodnikach, oznacza to około 8,5 h które poświęcić musimy na wejście i zejście (z / do Morskiego Oka) lub około 12 godzin, jeżeli wychodzimy z parkingu na Palenicy. W rzeczywistości, biorąc pod uwagę przerwy na odpoczynek czy pobyt na szczycie, może to być 1-2 h dłużej. Na tym szlaku próżno liczyć na samotność (fot. 8academy) Osoba przygotowana fizycznie przejdzie taką różnicę wysokości oraz dystans bez problemu, jednak dla osoby nieprzywykłej do ruchu, będzie to spory wysiłek. Szansa, iż wraz z upływem dnia tempo będzie słabło, jest spora. Warto również wziąć pod uwagę, iż przez większość roku mamy szansę wychodzić czy wracać bez światła dziennego. Trudność szlaku Nie będę odkrywczy – osoba obeznana z górskim terenem skalnym nie będzie musiała nawet korzystać z zamontowanych na szlaku łańcuchów. Jednak dla osoby, która w takim terenie nigdy się nie poruszała, może to być spore wyzwanie. Zwracam na to uwagę, ponieważ w pogodny dzień, w szczycie sezonu, można bez problemu zauważyć osoby, które prawie czołgają się trzymając łańcuchów, kiedy inne przechodzą obok nich jakby szły po chodniku. Szlak na Rysy startuje spod Czarnego Stawu (fot. 8academy) Dodatkowo, warto wziąć pod uwagę odporność na ekspozycję. Nawet osoby super sprawne fizycznie, wytrenowane wytrzymałościowo, zdrowe i tryskające życiową energią mogą stracić całą swą siłę w obliczu “lufiastego” terenu z jakim przyjdzie im się miejscami zmierzyć. Należy pamiętać, że powiedzenie “strach ma wielkie oczy” nie jest tu adekwatne – niestety regularnie zdarza się, że wejście na Rysy kończy się tragicznie. Teren w górnych partiach szlaku dla wielu okaże się trudny, a widoki i widmo tego co może się wydarzyć nie ułatwią wejścia. Za trudne dla początkujących? Rysy nie są jedynym szlakiem w Tatrach na który można się wybrać, jednak rozmawiając z mijanymi turystami można czasem odnieść wrażenie, iż podczas urlopu w Zakopanem można wybrać się wyłącznie na Rysy (no, może jeszcze na Giewont) – a przecież tatrzańskie doświadczenie można zacząć zdobywać podczas przejść innych, łatwiejszych szlaków. Zgadzam się ze stwierdzeniem Janusza Gołąba, że “Rysy to nie jest góra dla każdego“. Dobrze, kończę na tym zdaniu zniechęcanie do wejścia na Rysy. Dalej będzie już tylko konkretnie. Wyjście na szlak Szlak na Rysy startuje znad Czarnego Stawu, do którego dochodzimy ze schroniska przy Morskim Oku. Uwaga: Niezależnie od tego czy startujemy ze schroniska czy z parkingu w Palenicy, zachęcam do wczesnoporannego wyjścia na szlak. Z kilku powodów. Będziemy mogli na podejściu upajać się ciszą, będziemy mieli mniejsze szanse na ewentualne pogorszenie pogody (w górach najczęściej ma to miejsce popołudniu), a w razie wystąpienia jakichś problemów, dysponujemy większą ilością czasu do zmroku. Tłok – generalnie nie do uniknięcia podczas pogodnych dni w miesiącach letnich – napotkamy, zakładając bardzo wczesne wyjście, dopiero schodząc, i to w dolnym odcinka szlaku, gdzie trudniej o „korki”. Opóźnianie startu oznaczać może stanie w tłumnej kolejce na szczyt, szczególnie na odcinkach ubezpieczonych łańcuchami. Na szlak najlepiej wyjść wcześnie (fot. 8academy) Morskie Oko najszybciej obejść idąc szlakiem po lewej stronie stawu. Po dojściu do progu Czarnego Stawu czeka nas krótki ale stromy odcinek szlaku wychodzący właśnie nad Czarny Staw. Tutaj można już poczuć alpejski charakter Tatr. Po prawej stronie znajduje się jedna z większych ścian tatrzańskich – pięćsetmetrowa Kazalnica, popularny cel doświadczonych taterników. Tutaj odchodzi w prawo szlak na Przełęcz pod Chłopkiem, który jest również warty polecenia dla doświadczonych turystów. Szlak prowadzący na Rysy omija Czarny Staw po lewej stronie, aby wejść w średnio-stromą część, którą to szybko zdobywamy wysokość, wychodząc na Bulę pod Rysami. Do tego czasu szlak prowadził wygodną ścieżką, w większości po szlaku ułożonym z kamieni, a jedyną trudnością był wysiłek fizyczny. Za Bulą wchodzimy na Grzędę (od lewej strony), gdzie napotykamy pierwsze fragmenty z łańcuchami, które w górnej części szlaku stają się praktycznie standardem. Tutaj wejście na Rysy przestaje być “górskim spacerem”. W niektórych miejscach budowniczowie szlaku wycięli stopnie. Nie są to stopnie w rozumieniu drabiny czy może schodów, jednak zmniejszają nieco szansę poślizgnięcia. Tzw. Grzęda, to skalne ramię, które prowadzi na prawo od żlebu zwanego Rysą (najczęściej Rysą wchodzi się na szczyt w okresie zimowym). Na tym odcinku szlak posiada długie odcinki wyposażone w łańcuchy i wyprowadza nas na grań w pobliżu samego szczytu. Po przejściu krótkiego odcinka grani (łańcuchy, duża ekspozycja), do pokonania pozostaje już krótki odcinek tuż pod samym szczytem. Jednak nie można się tutaj zdekoncentrować. Wejście na Rysy to w końcówce bardzo eksponowany odcinek szlaku, więc poślizgnięcie może skończyć się tragicznie. Należy również bardzo uważać na to, aby nie zrzucić luźnych kamieni na osoby, które znajdują się poniżej (ta uwaga dotyczy całego odcinka szlaku biegnącego Grzędą). Kilka słów na temat zabezpieczeń Pierwsze sztuczne ułatwienia, w postaci klamer, pojawiły się na szlaku na Rysy w 1886 roku, i od tego momentu cały czas ich przybywa. Ostatnia znacząca przebudowa (wraz z częściową zmianą przebiegu szlaku) miała miejsce w 1996 roku. W tej chwili łańcuchów na omawianym szlaku jest bardzo dużo i ubezpieczają one praktycznie każdy trudniejszy odcinek. Stosuję tutaj zamiennie słowa „zabezpieczenie” i „sztuczne ułatwienie”, jednak prawidłową definicją powinna być ta druga. Łańcuchy czy stopnie ułatwiają nam przejście szlaku, ale nie zabezpieczają przed upadkiem z wysokości do momentu, w którym nie wykorzysta się ich do asekuracji (o tym w dalszej części tekstu). Wierzchołek Rysów po polskiej stronie (fot. 8academy) Zejście z Rysów Szczyt Rysów to 3 wierzchołki, z których północno-zachodni, o wysokości 2499 m leży w Polsce. Wyższy od niego o 4 metry (środkowy) leży na terenie Słowacji. Wejście od strony słowackiej jest łatwiejsze, niż od strony polskiej. Aby uniknąć zatorów, które w pogodne dni napotkamy, z dużym prawdopodobieństwem, można wybrać szlak słowacki jako drogę zejściową. Po słowackiej stronie, na wysokości 2250 m znajduje się schronisko (ok 30 min drogi od szczytu) – przechodzimy przez nie do Doliny Mięguszowieckiej. Szczególnie warto pamiętać o jego bliskości w razie załamania pogody. Sprzęt i potencjalne zagrożenia Wspomniałem już o zagrożeniach takich jak trudności techniczne, ekspozycja, kamienie. Jednak to nie wszystkie niespodzianki, które możemy napotkać na szlaku na Rysy. Niższe temperatury, krótki dzień Wiosną musimy się liczyć z płatami zmrożonego śniegu, które mogą utrzymywać się do początku lipca. Z kolei zalodzenia mogą pojawić się już we wrześniu. Do takich warunków trzeba się przygotować przed wyjściem na szlak. Sam sprzęt (raki, czekan) jest pomocny, jednak nie można zapominać o tym, iż trzeba umieć się nim posługiwać. Samo posiadanie tego sprzętu nie gwarantuje nam bezpieczeństwa. Dlatego czasami, przy złych warunkach, lepiej zrezygnować z wycieczki. Wejście na Rysy naprawdę może poczekać. Nie każdy z turystów jest właściwie przygotowany na to, co czeka go na tym szlaku (fot. 8academy) Kolejną ważną kwestią jest krótki, jesienny dzień. Koniecznie weźmy to pod uwagę przy planowaniu godziny wyjścia i powrotu, jak również czasu potrzebnego na pobyt na szczycie czy niespodziewane sytuacje (załamanie pogody, zatory, zalodzenie itp.). Dlatego niezbędnym wyposażeniem każdego turysty, niezależnie od długości dnia, jest włożona do plecaka czołówka. Autoasekuracja na łańcuchach W tekście o wejściu na Rysy nie może zabraknąć akapitu o autoasekuracji, którą można zastosować na wspomnianych sztucznych ułatwieniach (łańcuchach). Zestaw do autoasekuracji (zwany zestawem do via ferrata) jest konieczny w Alpach i Dolomitach (na specjalnie przygotowanych do tego szlakach). Zestaw do autoasekuracji składa się z lonży oraz uprzęży biodrowej. W Polsce, takie zestaw jest polecany przez TOPR na trudnych szlakach wyposażonych w sztuczne ułatwienia (łańcuchy) na szlaku na Rysy. Jednak niestety do tej pory niezbyt wiele osób korzysta z takiego wyposażenia (2-3 osoby na 100 osób wchodzących na Rysy). Via Ferrata na Rysach (fot. 8academy) Lonża do via ferraty składa się z dwóch ramion zakończonych specjalnymi karabinkami, które podczas podejścia / zejścia, obie wpięte są w łańcuch czy stalową linę. Przy dojściu do końca łańcucha (liny) przepinamy najpierw jeden karabinek do wyższego łańcucha, a następnie drugi karabinek. W ten sposób, w każdym momencie, jesteśmy asekurowani. Dodatkowym, koniecznym elementem sprzętu, który ma podnieść nasze bezpieczeństwo, jest kask . Ma on na celu ochronę przed spadającymi kamieniami, czy urazami spowodowanymi upadkiem z wysokości. Zima nie dla początkujących Ostatnią kwestią, na którą chcę zwrócić uwagę, jest okres zimy, w czasie której wejście na Rysy polecane jest wyłącznie doświadczonym turystom. Konieczne jest posiadanie odpowiedniego sprzętu (raki, czekan, czasami lina), umiejętności posługiwania się tym sprzętem, jak również poruszania się w zróżnicowanych warunkach zimowych (śnieg kopny, oblodzenie, nawisy itp.). Ważna jest również wiedza na temat lawin oraz ratownictwa. Osobom nieposiadającym takiej wiedzy, zdecydowanie odradzam wchodzenia na Rysy w warunkach zimowych. Rysy – co zabrać ze sobą na szlak Przykładowa, sprzętowa zawartość plecaka w drodze na Rysy. (fot. arch. Janusz Gołąb) Wejście na Rysy – lista potencjalnego sprzętu (cieplejsze pory roku, pogoda bezśnieżna): plecak buty trekkingowe / podejściowe skarpety spodnie trekkingowe spodnie membranowe koszulka/ bielizna termoaktywna softshell kurtka membranowa (przeciwdeszczowa) lekka kurtka termiczna (w najcieplejszych porach roku do pominięcia lub zastąpienia bluzą) czapka rękawiczki kask uprząż biodrowa lonża na via ferraty termos lub butelka na wodę batony energetyczne, orzechy czołówka (sprawdź baterie przed wyjściem!) W porach przejściowych (o czym pisałem powyżej) listę koniecznie należy uzupełnić o raki i czekan, a jeśli ich używanie jest nam zupełnie obce, zrezygnować z wyjścia do czasu nabycia większego doświadczenia na łatwiejszych szlakach. Więcej informacji o zimowych elementach wyposażenia znajdziesz w artykułach: “Jaki czekan w Tatry?” oraz “Jakie raki w Tatry?“. Mam nadzieję, iż powyższe uwagi pomogą odpowiednio przygotować się do wejścia na najwyższy wierzchołek Polski. Osobom mniej zaawansowanym uświadomić natomiast, iż konieczne jest zdobycie wcześniejszego doświadczenia po to, aby zminimalizować ryzyko, które podejmujemy chodząc po szlakach wysokogórskich. Osobom doświadczonym tekst ma wyłącznie usystematyzować wiedzę. Do zobaczenia na szlaku!
🌺Przedstawiamy odcinek ”Wyprawa na Rysy”.SKLEP: https://www.mainkacreations.comTIKTOK: https://www.tiktok.com/@mainkatvINSTA: https://www.instagram.com/robe
Skip to content Komentarze Korzystając z portalu akceptujesz postanowienia Polityki Prywatności, która mówi o wykorzystywaniu plików Cookies na stronie, a także przetwarzaniu danych osobowych. Pliki Cookies są wykorzystywane przez w celu poprawnego działania portalu, a także przez zaufanych partnerów, by wyświetlić odwiedzającym najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Można to zmienić - szczegóły w Polityce Prywatności. Akceptuję Polityka PrywatnościPolityka Prywatności
Lada dzień rusza wyprawa przygotowawcza na K2 Żeby zdobyć K2 zimą niezbędne jest dobre przygotowanie. Trwa zbiórka funduszy na letnią wyprawę, która jest wstępem do zimowej eskapady.
Rayyan Szczepaniak to wyjątkowo bystry 7-latek, który dziś (wtorek 6 października) przeżyje prawdopodobnie największą przygodę w swoim dotychczasowym życiu. Chłopiec (częściowo o własnych siłach, a częściowo niesiony w specjalnym nosidle) zdobędzie dziś szczyt Rysów. Pomoże mu w tym grupa zaprzyjaźnionych górali. Wspinaczka na najwyższy szczyt Polski ma być nie tylko zabawą, ale też... pokazaniem trudnej sytuacji chłopca, który urodził się z wadą nogi. Jeśli nie nazbiera w krótkim czasie pieniędzy na operację w USA grozi mu amputacja nóżki. W chwili, gdy ten tekst trafia na łamy internetowego wydania "Gazety Krakowskiej" mały Rayyan Szczepaniak jest już gdzieś powyżej Czarnego Stawu pod Rysami. Choć chłopiec ze względu na swoja niepełnosprawność nigdy nie zdobyłby wierzchołka Rysów sam, to zawsze marzył o tym, by się tam znaleźć. By zrealizować marzenie chłopca na szczyt postanowili go wynieść Dariusz Pachut i Łukasz Rajba dwójka Rayyana na Rysy, aby pomócChłopiec bardzo pokochał góry. Był ostatnio z Mamą na Kasprowym Wierchu, gdzie wjechał kolejką. Postanowiliśmy, że weźmiemy Rayyana w specjalnym nosidełku i wejdziemy na Rysy, które są jego marzeniem. Akcją tą chcemy nagłośnić zbiórkę pieniędzy na operację w USA, która ma na celu uratować jego nóżkę oraz kręgosłup - mówi ostatnie zadanie jest równie, a może nawet i bardziej ważne, jak samo zdobycie Rysów. Rayyan od dziecka cierpi na wadę kości jednej z nóg oraz wadę kręgosłupa. Polscy lekarze mieli dla niego tylko jedną diagnozę - amputacja i dożywotnia niepełnosprawność. Dzięki uporowi mamy chłopca - pani Oldze - w wieku niecałych dwóch lat Narodowy Fundusz Zdrowia oraz darczyńcy sfinansowali jednak chłopcu pierwsza operację u światowej sławy ortopedy doktora Paleya z USA. Dziś chłopiec ma już jednak 7 lat i już dawno powinien przejść kolejną operację (do dorosłości czeka go ich jeszcze kilka). Niestety koszt leczenia za oceanem to milion złotych. NFZ finansowania zabiegu odmówił. Dlatego rodzina chłopca szuka pieniędzy na własną rękę. - Stan nogi i kręgosłupa Rayyana bardzo się pogarsza. Niestety do tej pory jego zdrowie i przyszłość są uzależnione od zebrania brakującej kwoty. Musimy uzbierać jak najszybciej, bo za chwilę zostanie tylko amputacja i kalectwo do końca życia… Boję się tego każdego dnia - mówi mam Rayyana. - Niestety coraz częściej zdarzają się sytuacje, że nawet plac zabaw nie sprawia radości, nie mówiąc o spacerze. Jest ból… Zdrowa nóżka rośnie dużo szybciej niż chora i niestety przy takim skrócie najbardziej cierpi kręgosłup. Każda wpłata i każde udostępnienie ma ogromne znaczenie. Muszę zrobić wszystko dla mojego synka, póki jeszcze jest szansa uratować nóżkę i sprawić, że będzie w pełni zdrowa. By uciec przed amputacją… Jeśli się nie uda, wtedy cały nasz wysiłek pójdzie na marne. Wszystkie łzy, ból i ciężka praca przestaną mieć znaczenie Tyle już przeszliśmy, nie możemy się poddać! Bardzo proszę, podaruj mojemu synkowi szansę na lepszą przyszłość. Każde wsparcie jest bezcenne, za wszystko z serca dziękujemy - dodaje na rzecz chłopca można wesprzeć tutajPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Bilety online do TPN-u oraz dodatkowe informacje. Rysy położone są na terenie Tatrzańskiego PN, który wymaga posiadania biletu wstępu. Na Rysy dostaniesz się z Zakopanego, które znajduje się w odległości zaledwie 5 kilometrów. Wchodząc polskimi szlakami, warto udać się znad Morskiego Oka. Jeśli chcesz uniknąć długich kolejek
Dołączył: 2018-12-17 Miasto: Barbados Liczba postów: 432 7 sierpnia 2019, 10:36 W tym roku wybieramy się z mężem do Zakopanego. Nie jest to tam nasza pierwsza podróż. Dwa lata temu weszliśmy na Kasprowy (1987 trzy lata temu byliśmy na Zawracie (2159 m O dziwo, dwa lata temu pierwszy raz byłam tak wysoko w górach, a nie byłam jakoś zmęczona tak, bym nie dawała rady wyjść na ten szczyt. Nawet się specjalnie nie przygotowywałam. W tym roku chcielibyśmy się wybrać na Rysy. Wiem, że będzie to męcząca podróż, ale mam motywację. Boję się jedynie, że gdy będziemy się zbliżać na szczyt mogę trochę spanikować. Nigdy nie wchodziłam na żadną górę po łańcuchach jak to jest na Rysach, ale myślę, że nie jest to nie wiadomo jak trudne. Na wyprawę na pewno przygotujemy sobie specjalne rękawiczki do łańcuchów i dobre buty. Oczywiście weźmiemy ze sobą dużo wody i jedzenie. Czy ktoś z Was zdobył szczyt Rysów z polskiej strony? Czy było to bardzo trudne? Gdy mam motywacje i nienajgorszą kondycję dam radę? Powiedzieliśmy sobie ,że gdy nie damy rady wrócimy się, nic na siłę. Na wyprawę wybralibyśmy się około 4-5 rano. I oczywiście będziemy sprawdzać na bieżąco pogodę TOPR-u. Chcielibyśmy spełnić nasze marzenie świętując przy okazji rocznice ślubu agazur57 Dołączył: 2017-03-21 Miasto: Leśna Góra Liczba postów: 5683 7 sierpnia 2019, 11:30 Tylko klapek nie zakładajcie Dołączył: 2018-12-17 Miasto: Barbados Liczba postów: 432 7 sierpnia 2019, 12:28 Haha, pisałam o dobrych butach Dołączył: 2008-11-26 Miasto: Ruda Śląska Liczba postów: 4053 7 sierpnia 2019, 20:33 jeżeli nie boisz się otwartej przestrzeni to spokojnie dacie radę. Musicie wcześniej rozpocząć podchodzenie , bo do Moka Wam trochę zejdzie / ok 9 km w jedna stronę / a tylko przyjemność wychodzenia w tłoku do Czarnego stawu , powyżej trochę mniejszy tłok i cudowne widoki . Polecam zabrać ciepłe kurtki, czapki. Czasami jest załamanie pogody i wszystko jest możliwe . Buty z gruba podeszwa i mocno trzymające kostkę . Można zabrać jakieś batony energetyczne . Poczytaj na stronie TOPR. Edytowany przez gaja102 7 sierpnia 2019, 20:37 Dołączył: 2018-12-17 Miasto: Barbados Liczba postów: 432 8 sierpnia 2019, 07:28 jeżeli nie boisz się otwartej przestrzeni to spokojnie dacie radę. Musicie wcześniej rozpocząć podchodzenie , bo do Moka Wam trochę zejdzie / ok 9 km w jedna stronę / a tylko przyjemność wychodzenia w tłoku do Czarnego stawu , powyżej trochę mniejszy tłok i cudowne widoki . Polecam zabrać ciepłe kurtki, czapki. Czasami jest załamanie pogody i wszystko jest możliwe . Buty z gruba podeszwa i mocno trzymające kostkę . Można zabrać jakieś batony energetyczne . Poczytaj na stronie TOPR. Na pewno wzięlibyśmy ciepłe ubrania, ubiór na cebulkę jet najlepszym rozwiązaniem :) Chętnie poczytam na stronie TOPR, dzięki
» Wyprawa na Rysy od polskiej strony, czyli jak się przygotować i przetrwać całodniową wyprawę po górach » mini-20160629_101910. mini-20160629_101910.
[cytuj autor='meluzyna'] planujemy z ekipą zdobyc Rysy :d wiem ze jest kilka miejsc, z których mozna rozpoczac wedrówke. lepiej zaczac z Morskiego Oka czy od strony Słowackiej? jak myslicie? [/cytuj] Warto i z jednej i drugiej. Dłużej i trudniej od strony Morskiego Oka. Trudność to rzecz bardzo w tym wypadku względna, jeżeli czujecie się w Tatrach swobodnie i kondycja jest w miarę to nie ma się co zastanawiać. Informacji, zdjęć i filmów w necie jest mnóstwo. Zależy też kiedy się wybieracie, poza latem, to już trzeba się liczyć i być przygotowanym (także sprzętowo) na trudności i rozważnie do tego podejść.
Płaskowyż Lasithi – płaskowyż jest jednym z ciekawszych miejsc Krety, a na jego krajobraz składają się wiatraki. Skonstruowane przez Wenecjan w XV wieku, dziś z 10 tyś zostało tylko kilka. Rethymnon – Chania – całodzienna wycieczka na zachód wyspy. Rethymnon to znane i popularne miasto na Krecie, a Chania to była stolica i
Najwyższy szczyt w Tatrach po stronie polskiej. A co za tym idzie – także najwyższa góra w Polsce. Nic dziwnego, że wiele osób marzy o tym, by na nią wejść. Z całego kraju zjeżdżają się tysiące turystów z zamiarem spróbowania swoich sił w drodze na Rysy. Atrakcyjność tego celu przyciąga mniej i bardziej zaawansowanych górołazów, w każdym możliwym wieku i z różnym stopniem górskiego doświadczenia. A wszystko dlatego, że w Polsce wyżej stanąć się już nie da. Szlak na Rysy Na Rysy można wejść na dwa sposoby – czerwonym szlakiem od strony słowackiej i także czerwonym od Morskiego Oka, czyli ze strony polskiej. Mimo że różnią się one między sobą poziomem trudności, to o obu na pewno można powiedzieć to samo – są żmudne, długie i trzeba pokonać po drodze dużą różnicę wysokości. Przygotowanie do wejścia na Rysy powinieneś zacząć jeszcze na nizinach, bo na nic się zdadzą twoje chęci, jeżeli cały rok przesiedziałeś przed biurkiem lub na kanapie. Mimo że pozornie łatwo się dostać w ich rejon – w końcu szlak zaczyna się w najbardziej obleganym miejscu polskich Tatr – to jest to bez dwóch zdań szczyt wymagający. Na co konkretnie trzeba się przygotować? Postaram się opisać to poniżej. A ponieważ szlak z Morskiego Oka wzbudza dużo emocji, zwłaszcza wśród początkujących turystów, to właśnie nim się będziemy wspinać. Droga: Palenica Białczańska – Morskie Oko – Czarny Staw pod Rysami – Bula pod Rysami – Rysy – Bula pod Rysami – Czarny Staw pod Rysami – Morskie Oko – Palenica Czas według mapy: 11 h 40’ Dystans: 24,8 km (12,4 km w jedną stronę) Przewyższenie: 1515 m (suma podejść: 1708 m) Osławiona asfaltówka Jak już pisałam wyżej, do wejścia przyda ci się dobra kondycja. Po polskiej stronie najdalej możesz dojechać busem lub autem na parking w Palenicy Białczańskiej (obecnie trzeba rezerwować miejsca parkingowe na kilka dni wcześniej – sprawdź na stronach TPN), który znajduje się na wysokości 984 m (a ty finalnie masz się znaleźć ponad 1500 metrów wyżej!). Tutaj przejdziesz przez bramki wejściowe do Tatrzańskiego Parku Narodowego i zaczniesz swoją przygodę. Początek to oczywiście osławiona asfaltówka prowadząca do Morskiego Oka (przez niektórych błędnie nazywana ceprostradą, bo ta właściwa znajduje się gdzie indziej). Ten spacer zajmie ci 2 godziny z kawałkiem. Przez wprawionych w bojach górołazów jest to znienawidzone 9 km dreptania asfaltem, ale są sposoby, by sobie tych nerwów oszczędzić. Droga Oswalda Balzera, czyli „asfaltówka” do Morskiego Oka. W tle widać już szczyty. Aby polubić ten element wycieczki, polecam na asfaltówkę stawić się bardzo wcześnie rano, co z resztą jest w ogóle dobrym pomysłem w wycieczce na Rysy. O świcie nie ma tu tłumów i co chwilę wymijających się fasiągów (przypominam przy okazji, że prawdziwy piechur nie korzysta z tych usług o żadnej porze). W promieniach porannego słońca również ta droga potrafi mieć swój urok. Po niedługiej chwili od wyjścia z parkingu w tle majaczą już szczyty Mięguszowieckie, z każdym krokiem coraz lepiej widoczne, a pierwszy na widoku (już po około 10 minutach od bramek) wyłania nam się najwyższy szczyt Tatr – Gerlach. Po 45 minutach dotrzesz do Wodogrzmotów Mickiewicza. Z mostu widać dwa z trzech wodospadów – Pośredni i Niżni Wodogrzmot, odpowiednio po prawej i po lewej stronie drogi. Jeszcze kawałek wędrówki za nimi i zacznie się seria skrótów przecinających asfaltową drogę. Po około 2,5 godziny od wyjścia z parkingu meldujemy się w Morskim Oku. Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami Morskie Oko można śmiało nazwać wizytówką polskich Tatr (zwłaszcza jak się podliczy ilość odwiedzających je turystów, w tym obcokrajowców). I nie ma co się dziwić – jest piękne. Staw otaczają wysoko wznoszące się Szczyty Mięguszy – Czarny, Pośredni i Wielki Mięguszowiecki Szczyt. Dumnie prezentuje się sylwetka Mnicha, która – mimo że niższa od towarzyszy, przyciąga od razu wzrok swoją ostrą, zadziorną turniczką. To miejsce, to również doskonała baza wypadowa dla taterników. Szczyty Mięguszowieckie wznoszą się dumnie nad Morskim Okiem Ze schroniska czeka cię jeszcze czterogodzinna wyrypa do góry, więc to dobry moment na krótki odpoczynek i jakąś przekąskę. W schronisku znajduje się przechowalnia plecaków, można za 3 zł zostawić większy sprzęt np. śpiwór, karimatę i odzież, jeśli jesteś przygotowany/a również na nocleg w górach. Po odpoczynku, z Morskiego Oka ruszamy czerwonym szlakiem wzdłuż stawu w stronę Czarnego Stawu pod Rysami. Jest to bardzo przyjemny spacerek po kamiennej ścieżce, aż dojdziesz po 20 minutach do schodów wiodących pod staw. Niepozorne kamienne schodki potrafią naprawdę dać w kość, ale jest to dobra rozgrzewka, bo od tego momentu twoja droga będzie coraz bardziej stroma. Przy Czarnym Stawie oczywiście warto się zatrzymać, ponieważ to świetny punkt widokowy na znajdujące się poniżej Morskie Oko i Dolinę Rybiego Potoku. Widać stąd, jak woda z Czarnego Stawu spływa kaskadami Czarnostawiańskiej Siklawy wprost do Morskiego Oka. Nad Czarnym Stawem pod Rysami wznosi się też oczywiście cel twojej wspinaczki – Rysy, wraz z granią Niżnych Rysów i Żabimi szczytami. Po prawej stronie widać także historyczną Kazalnicę Mięguszowiecką, na której znajdują się najtrudniejsze drogi wspinaczkowe w Tatrach. Ty tutaj odbijasz w przeciwną stronę. Znak wskazuje jeszcze 3 h 20 minut do szczytu. U podnóża szczytu Znad Czarnego Stawu pod Rysami musisz dostać się dokładnie na jego drugą stronę. Poprowadzi cię tam ścieżka wzdłuż lewego brzegu stawu. Ułożone na niej kamyki wiją się w wyraźną drogę, gdy ją pokonasz, będziesz u podnóża wymarzonej góry. W tym miejscu wszystko, co najłatwiejsze, jest już za tobą. Zaczyna się właśnie długie podejście po stromych stopniach, obsypującym się kamienisto-trawiastym zboczu i często śliskim błocie. Długi Piarg to bardzo żmudny i wyczerpujący element szlaku na Rysy. To właśnie tu góra weryfikuje kondycję i gotowość organizmu na takie wyzwania. Mimo że technicznych trudności jeszcze tutaj nie ma, to zawracający ludzie na tym podejściu są nierzadkim widokiem. Wzdłuż lewego brzegu stawu biegnie wąska ścieżka. Dalej widać już podejście Długim Piargiem i zakosy. Po półgodzinnym podejściu, ścieżka wije się brzegiem Kotła pod Rysami, który jest jednym z najbardziej zacienionych miejsc w Tatrach. Tu możesz zacząć czuć chłód, a przy gorszej pogodzie robi się tam też bardzo ślisko, więc przydatnym sprzętem są kije trekkingowe, o dobrych butach górskich już nie wspominając, bo to mam nadzieję, że jest dla ciebie oczywiste. Tutaj znajdziesz buty w góry. Kije trekkingowe na podejściu są naprawdę dobrym kompanem. Ponieważ nie chcę cię zniechęcać ani straszyć, to w całej tej udręce jest także niemały plus – widoki. No, pod warunkiem, że masz dobrą pogodę, bo ja już miałam okazję iść do góry, kompletnie nie wiedząc, co jest dookoła. Mam nadzieję, że ty będziesz mieć więcej szczęścia. Z tej perspektywy pięknie widać oba stawy i schronisko w dole. Po jakimś czasie znikną ci one z pola widzenia, ale spokojnie – nie na stałe i to dobry znak, bo świadczy o tym, że jesteś coraz wyżej. W drodze do łańcuchów miniesz bardzo charakterystyczny głaz na Długim Piargu (mi on się kojarzy z taką lwią skałą) – idealne miejsce na pamiątkowe foto. A wiadomo – takie są oblegane, więc czasem trzeba postać do niego w kolejce. Miałam szczęście (albo byłam przezorna, wychodząc wcześniej), bo nie musiałam stać w kolejce do zdjęcia na głazie. Pnąc się do góry, będziesz mijać również różnej wielkości tak zwane „wieczne śniegi”, co w przypadku drogi na Rysy widać gołym okiem już na początku podejścia, a nawet z Morskiego Oka. Pokaźne płaty śniegu zalegają tutaj w kotle i pod ścianami Buli przez cały rok. Bula pod Rysami jest kolejnym charakterystycznym punktem na twojej drodze. Raczej jej nie pominiesz, ponieważ w jej rejonie teren się ewidentnie wypłaszcza. Bula wznosi się na wysokości 2054 m Ale, uwaga! Szlak na nią bezpośrednio nie prowadzi, miniesz ją prawą stroną i zostawisz w tyle. To kolejne dobre miejsce na szybką regenerację, dlatego że zaraz, kilka kroków za nią, zaczynają się już pierwsze łańcuchy. W pobliżu Buli (z północno-wschodniej strony) wznoszą się Tomkowe Igły. Wyraźnie tu widoczne ostre turnie od razu rozpoznasz, bo nazwa „igły” pasuje do nich jak ulał. Po ciepłej herbatce z ładnym widokiem czas na owiane grozą… Trudności w drodze na Rysy Do tej pory największymi trudnościami było strome podejście Długim Piargiem, długi dystans oraz osypujące się spod nóg i śliskie kamienie. Jeśli ten test przeszedłeś/aś bez problemu to super – czas na najciekawszy element szlaku. I tu też czas na moją dygresję: bardzo dużo osób zapuszcza się wysoko bez przygotowania, ponieważ szlak w ¾ długości rzeczywiście nie oferuje nic ciekawego, poza widokami. Będąc już tak blisko, ludzie bez wcześniejszego obycia ze skałą, ekspozycją i doświadczenia na łańcuchach, decydują się na kolejny krok w stronę trudności, nie bardzo wiedząc, czym one w zasadzie są. Jeśli też czujesz, że należysz do tej grupy, to mówię ci – zawróć, nie ma w tym nic złego. Góra nigdzie się nie wybiera. Naprawdę nie ma sensu się ścierać, jeśli choć drobna cząstka ciebie czuje, że nie jest pewna tego, co robi. Nagła panika przy zderzeniu z przepaściami i wymagającym terenem jest realnym zagrożeniem i cudownie, jak tylko na niej się kończy. Niestety ciągle jeszcze docierają na niziny gorsze historie, a twoje ryzyko naraża także innych, którzy znajdą się w pobliżu. Koniec dygresji. Ekspozycja na odcinku z łańcuchami jest naprawdę duża. Skoro odpocząłeś/aś i wiesz, co robisz, możemy iść dalej. Szlak na Rysy – łańcuchy Do szczytu zostało czasowo około 1 – 1,5h. Łańcuchy od tego miejsca ciągną się w sumie na długości 300 m już do samego wierzchołka, ale są także miejsca, gdzie można na chwilę złapać oddech. W zasadzie pomiędzy grupami łańcuchów znajdują się przejścia zwykłą ścieżką. I bardzo dobrze, że one są, ponieważ musisz pamiętać, że szlak jest obustronny i często trzeba się mijać z osobami schodzącymi. Gdy wybierzesz się na szczyt w piękny letni dzień, to zapewne sam/a nie będziesz, a niektórym się spieszy do góry i mogą cię także mijać bokiem. Generalnie – trzeba uważać, im więcej jest ludzi dookoła – tym bardziej. Trudności zaczynają się niepozornie. Kruchy szlak zamienia się w większe bloki, a w oddali widać łańcuchy. Łańcuchami wkraczasz na skalną grzędę, która przebiega po lewej stronie żlebu, a dokładniej Rysy. Właśnie tej, o której większość myśli, że wzięła się z niej nazwa szczytu (tak naprawdę pochodzi ona od licznych rys na długim zboczu, które przechodzi przez Niżnie Rysy aż do Żabiej grani). Twoja droga będzie teraz cały czas stroma. Nieraz trzeba będzie zadrzeć wysoko nogę i trzymać się łańcucha. Są też miejsca, gdzie bez problemu można chwytać się skały. Granitowe tarcie daje pewny chwyt. Łańcuchy są poprowadzone przez bloki skalne, a czasem całkiem duże, bardziej gładkie płyty. To, co będzie ci sprawiać największą trudność, to zależy od ciebie – twoich umiejętności, siły, lęków, a nawet wzrostu. Ekspozycja co prawda jest cały czas bardzo duża, ale masz ją za plecami. Przez większą część tej wspinaczki będziesz podziwiać strukturę skały. Warto jednak czasem się rozejrzeć na boki, ponieważ znowu tutaj pięknie widać stawy, a także bardzo dokładnie grań Żabiego Konia – cel tatrzańskich wspinaczy. Warto się czasami odwrócić dla takich widoków 😉 Widoki ze szczytu Rysów Grzęda kończy się wyjściem na przełączkę. Wszyscy piszą, że to najbardziej eksponowane miejsce na szlaku. I mają rację! Dlatego tu jeszcze się nie rozluźniaj. Przejście jest bardzo wąskie, a po obu jego stronach – przepaść ponad 500 metrów w dół. Nie będę pisać, że to najtrudniejszy odcinek, bo jak już wspomniałam – zależy co, na kim robi wrażenie. W każdym razie to miejsce poznasz na pewno, a z niego masz już 5 minut do szczytu. Poruszając się wschodnią stroną grani, mijasz jeszcze kilka łańcuchów, bloków skalnych i… jesteś na szczycie! Gratulacje! Ostatnie kroki w drodze na szczyt. Za eksponowaną przełęczą teren jest już dużo prostszy Widoki zapierają dech. Możesz podziwiać jak na dłoni Wysokie Tatry Słowackie – na pierwszym planie doskonale widać Wysoką, a dalej również Ganek, Kończystą i Gerlach. W dole pięknie prezentuje się z całym swoim otoczeniem Mięguszowiecka Dolina. Widać także na północy szczyty wokół Doliny Rybiego Potoku i Dolinę Białej Wody. Rozróżnisz bez problemu również Tatry Zachodnie. W takich momentach można by mieć oczy dookoła głowy. Przy dobrej pogodzie z Rysów widać aż 80 innych szczytów i 13 stawów. Podobno przy idealnych warunkach widoczność jest na 200 km do przodu, więc realnie możesz zobaczyć nawet Kraków w oddali! Rysy mają trzy wierzchołki, a ich najwyższy liczy sobie 2503 m (według najnowszych danych jest to jednak 2500 m W całości znajduje się po stronie słowackiej, dlatego my pamiętamy zawsze wysokość wierzchołka granicznego, północno-zachodniego, czyli 2499 m Warto się pokusić o te 4 (a może tylko 1 ;)) dodatkowe metry i przejść na najwyższy wierzchołek. Przejście jest eksponowane, ale nie ma w nim trudności. To dosłownie kilka kroków. Przejście na słowacki wierzchołek, a w tle Wysoka i Gerlach. Kilka praktycznych wskazówek Na koniec chcę ci zostawić parę praktycznych wskazówek, jeśli ci się spodobają, korzystaj śmiało. – Trudność szlaku: mówi się, że to jeden z najtrudniejszych szlaków w Tatrach. Wskazówka ode mnie: oswój się z ekspozycją i sztucznymi ułatwieniami, zanim wybierzesz się na Rysy. Na pierwszy raz świetnym wyborem jest Szpiglasowy Wierch od Doliny Pięciu Stawów lub Zawrat z Doliny Gąsienicowej. Rysy nie powinny być twoim pierwszym tatrzańskim szczytem, jeśli nie masz doświadczenia. – Pora roku i dnia: na Rysy najlepiej wybrać się oczywiście latem (lipiec i sierpień, a przy dobrych warunkach czerwiec i wrzesień). Wtedy dzień jest najdłuższy, a pogoda najładniejsza. Na szlaku nie powinno już być topniejącego śniegu. I wtedy też… wchodzi najwięcej ludzi… Rysy to najwyższa góra w całych Tatrach, na którą prowadzi szlak turystyczny. Postaw na świt. I tak zapewne nie będziesz sam/a na szlaku, ale z prawdziwym tłumem miniesz się, już schodząc. W trudnościach lepiej nie stać w kolejce i nie przepychać się między sobą. – Dojazd: na parking w Palenicy Białczańskiej przez cały tydzień kursują busy z Zakopanego. Zazwyczaj jeżdżą one do godzin wieczornych. Warto sprawdzić rozkład, jeśli planuje się wracać po zmroku do Zakopanego. Swoje auto można zostawić na parkingu po wcześniejszej rezerwacji miejsca. Rezerwować można online na stronach TPN. – Pogoda: przed wyjściem pogodę zawsze należy sprawdzić, to oczywiste, ale doświadczenie nauczyło mnie, że w Tatrach najlepiej się sprawdza ta, którą aktualnie widać na niebie. Obserwuj chmury, mgły i wiatr na bieżąco, by w razie załamania zawrócić. W górach najpewniejsza pogoda jest rano, więc to kolejny powód, by wcześniej wstać. Popołudniu często jest zmienna i przychodzi załamanie. Weź też pod uwagę, że na szczycie temperatura będzie niższa o co najmniej kilka stopni, a wiatr potęguje zimno. – Co ze sobą zabrać? Dobrą kondycję, trochę zdrowego rozsądku i oczywiście ładną pogodę. A tak całkiem serio to dobrą poradę znajdziesz w naszym filmie: Dla mnie święta trójca w górach to: buty, kurtka przeciwdeszczowa i plecak – to musi być pierwszorzędnej jakości, sprawdzone i niezawodne. Resztę można nadrobić doświadczeniem. Pod tym linkiem znajdziesz kurtki przeciwdeszczowe nie tylko w Tatry. – Zestaw typu via ferrata: ratownicy i pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego sugerują używanie na szlakach ze sztucznymi ułatwieniami zestawu – uprząż i lonża. Jeśli tylko masz ochotę, to zabezpiecz się w ten sposób. Wcześniej jednak poćwicz przepinanie, żeby nie sprawić sobie kłopotu na wysokości. Weź też pod uwagę, że lonża będzie mniej płynnie przesuwać się po łańcuchu niż stalowej lince, więc wybierz taką z dużym prześwitem karabinków. – Ostrożność: naprawdę w takich miejscach jej nigdy za wiele. Rysy są obsypującym się szlakiem, zarówno w dolnej, jak i górnej jego części. Bądź ostrożny/a, by nie zrzucać kamieni na innych i czyjny/a, by wypatrywać tych, które mogą spaść na ciebie. – W MOKu (czyli schronisku nad Morskim Okiem) możesz zostawić duży plecak i udać się na szczyt z mniejszym pakunkiem, jeśli spędzasz w górach kilka dni. – Pamiętaj, że zejście trwa równie długo co wejście, więc zaplanuj na zdobycie Rysów cały dzień. To około 8 godzin z samego Morskiego Oka i z powrotem. – Jeśli masz czas, polecam schodząc, zjeść obiad w Roztoce – mają tam przepyszną kuchnię. Na koniec pamiętaj, by kogoś poinformować o swoich planach i naładować telefon. Numery ratunkowe do TOPR i HZS znajdziesz poniżej. Warto zapisać je sobie w telefonie. Do zobaczenia na szczycie! Jeśli jesteś jedną z tych osób, która bardzo chciałaby wejść na Rysy, ponieważ zdobywa kolejne szczyty do projektu Korona Gór Polski, to zajrzyj do naszych pozostałych tekstów o KGP – może Rysy zainteresowały cię dlatego, że właśnie stawiasz sobie poprzeczkę coraz wyżej i chcesz próbować swoich sił na coraz trudniejszych szlakach? To dla ciebie także coś mamy! Co powiesz o via ferratach? I nie – wcale nie musisz jechać nigdzie daleko. Mamy całą serię wpisów o via ferratach blisko Polski – zajrzyj do niej koniecznie i zainspiruj się na kolejną przygodę!
Za dnia odczuwalna temperatura na Rysach ma wynosić -16 °C. Prawdopodobieństwo opadów to 47%. Minimalna temperatura: -13 °C, Maksymalna temperatura: -9 °C, Prędkość wiatru: 8 km/h, Opady śniegu: 4 mm. W nocy z piątku na sobotę minimalna temperatura wyniesie -13 °C, natomiast wiać ma z prędkością 5 km/h.
Moderator: halny jurko WYPRAWA NA RYSY . Zbliża się 70 lat od chwili powstania zakładów lotniczych w Mielcu i rozpoczecia produkcji lotniczej .Z tej okazji zorganizowana zostala wyprawa na Rysy od strony prawie 40 osobowa grupa pracowników Polskich Zakładów Lotniczych zdobyła szczyt Rysów .Pogoda typowa dla gór,deszcz ,grad,mgła a w górnych partiach dużo też trochę słońca głównie gdy dotarliśmy na szczyt Rysów -widoki bajkowe co można zobaczyc na zdjęciach BOGUSLAW P. boguslaw Posty: 267Rejestracja: 2007-04-19, 18:28Miejscowość: Mielec przez marmk7 » 2008-07-23, 22:03 boguslaw napisał(a):70 lat od chwili powstania zakładów lotniczych w Mielcu Byłem, widziałem, uczestniczyłem. To co było niemożliwe stało się faktem. Czy jakaś firma może się pochwalić takim osiągnięciem, wyprowadzając tyle osób na Rysy? Z tak dzielną załogą można zawsze iść tam gdzie się wydaje, że coś jest niemożliwe! Mimo zróżnicowanej pogody (słońce, deszcz, grad, słonce, deszcz itd.) nikt nie pomyślał aby zejść ze szlaku. Za to Tatry wynagrodziły nam swoimi niepowtarzalnymi widokami i panoramami. Jeszcze raz gratuluję wszystkim: zarządowi i ich rodziną, uczestnikom, taterniczce Ewie z Krakowa, osiągnięcia wyznaczonego celu. Ostatnio edytowany przez marmk7 2008-07-25, 17:32, edytowano w sumie 4 razy marmk7 Posty: 141Obrazki: 0Rejestracja: 2007-04-20, 14:31Miejscowość: Mielec przez andy » 2008-07-24, 12:32 Mariusz wszystko fajnie, ale pisz w Wordzie bo sadzisz kalafiory. Pozdrowienia dla nieprzemakalnych lotników andy Administrator Posty: 755Obrazki: 2Rejestracja: 2007-04-12, 13:40Miejscowość: Mielec przez Ewa Zofia » 2008-07-24, 13:11 Andrzej ,co to są kalafiory? Nie te z worda? Boguś ,Ty to jesteś z kolegą Mariuszem pędziwiatr............dziś tu jutro tam :)))))))))) Ale piękne zdjęcia,cudna wyprawa i mnóstwo fajnych emocji:))))))))Pozdrawiam Ewa Ewa Zofia przez marmk7 » 2008-07-24, 13:25 Znowu marudzisz? marmk7 Posty: 141Obrazki: 0Rejestracja: 2007-04-20, 14:31Miejscowość: Mielec przez andy » 2008-07-24, 14:20 No to dobra piszcie jak chcecie, zawsze będzie się można z czegoś dodatkowo pośmiać, a śmiech to zdrowie, a kalafiory smaczne. andy Administrator Posty: 755Obrazki: 2Rejestracja: 2007-04-12, 13:40Miejscowość: Mielec przez Mario_1313 » 2008-07-24, 20:10 Mario_1313 Posty: 100Rejestracja: 2007-05-21, 21:15Miejscowość: Mielec przez marmk7 » 2008-07-24, 20:33 Mario_1313 napisał(a):podeslales zainteresowanym linka Tobie widzę, że też się nudzi. Trzeba Ci zabrać wózek to będziesz miał mniej czasu na głupoty. marmk7 Posty: 141Obrazki: 0Rejestracja: 2007-04-20, 14:31Miejscowość: Mielec przez boguslaw » 2008-07-24, 21:38 marmk7 napisał(a):Trzeba Ci zabrać wózek Mariusz i sobie nagrabiłeś ,pewno od jutra przesiądziesz sie na rower z trzema kołami a przy deszczowej pogodzie to żadna przyjemność. Ostatnio edytowany przez boguslaw, 2008-07-25, 05:12, edytowano w sumie 1 raz BOGUSLAW P. boguslaw Posty: 267Rejestracja: 2007-04-19, 18:28Miejscowość: Mielec przez Mario_1313 » 2008-07-24, 22:00 Mario_1313 Posty: 100Rejestracja: 2007-05-21, 21:15Miejscowość: Mielec Wróć do Wyprawy, wyjazdy Kto jest na forum Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości
\ncałodzienna letnia wyprawa na rysy
» Wyprawa na Rysy od polskiej strony, czyli jak się przygotować i przetrwać całodniową wyprawę po górach » mini-IMG_6179. mini-IMG_6179. 16 stycznia 2017 Rafik.
Przygotowanie do górskiej wędrówki Wycieczka w góry to bardzo przyjemny sposób spędzenia aktywnie czasu, z korzyścią dla naszego zdrowia. Piękne, otaczające widok wpływają pozytywnie na nasze samopoczucie a ruch na świeżym powietrzu to samo zdrowie. Warto jednak pamiętać, że w górach może być też niebezpiecznie. Nagłe zmiany pogody i temperatur, ograniczona widoczność czy po prostu duże zmęczenie mogą być przyczyną wypadków lub nieprzyjemnych zdarzeń na szlaku. Jak w takim razie przygotować się na górską wycieczkę, żeby uniknąć tych nieprzyjemności. Dobrze zaplanowana trasa To podstawowa sprawa, to gdzie się wybieramy w dużej części wpływa na to jak należy się przygotować. Co innego, gdy idziemy na spacer jedną z górskich dolin, gdy w każdym momencie możemy szybko wrócić, a co innego, gdy wyruszamy na szczyt górski i sam powrót ze szlaku może nam zająć kilka godzin. Czas mamy ograniczony poprzez porę dnia, można chodzić od świtu do zmierzchu i to pierwszy element planowania trasy. Należy zejść z gór wtedy, kiedy jest jeszcze jasno. Druga sprawa to dostosowanie trudności trasy do możliwości wszystkich uczestników wycieczki. Jeżeli idziemy z małymi dziećmi to nie wymagajmy od nich tej samej siły, co mają dorośli. Czasem dzieci mogą nas zaskoczyć swoją wytrzymałością, ale w tym wypadku lepiej dmuchać na zimne. Najlepiej wcześniej rozeznać siły uczestników na krótszej trasie a dopiero potem planować dłuższe wyprawy. Bezwzględnie należy wziąć ze sobą mapę szlaków, na które się wybieramy wraz z oznaczeniem czasów przejścia poszczególnych odcinków. Na czasy podane na mapie należy wziąć poprawkę (warto zrobić test na krótszym odcinku), gdyż sporo map przekłamuje ilość czasu potrzebnego do przejścia. Z miejsca, którego ruszamy, najlepiej tam gdzie nocujemy, zostawiamy informacje gdzie się wybieramy i kiedy zamierzamy wrócić, a w komórce zapisujemy numer TOPR (Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe). Buty i ubranie Wbrew panującym dość często zwyczajom nie chodzi się po górach w sandałach czy tym bardziej w klapkach. Schodzenie z gór ze skręconą kostką nie należy do przyjemnych. Buty powinny być wysokie, chroniące kostkę przed wyginaniem, na twardej podeszwie – najlepiej nieprzemakalne. Nie są może one tak wygodne jak trampki, ale zapewniają bezpieczeństwo stopie. Buty warto rozchodzić wcześniej, wyjście w góry w nowych butach kończy się odciskami i obtarciami i później niewiele można z tym zrobić. Warto założyć też grube skarpety, które dodatkowo będą chroniły nasze stopy. Buty są najważniejsze jednak pozostała część garderoby również ma znaczenie. Ubieramy się warstwowo i w zależności od panującej wokół temperatury zakładamy kolejne lub zdejmujemy. Nawet, jeżeli panuje słoneczna pogoda w naszym plecaku powinien się znaleźć ciepły polar, kurtka przeciwdeszczowa, w zimniejsze miesiące warto zabrać czapkę i rękawiczki. Może przydać się też druga para skarpet. Sprzęt i prowiant Co do sprzętu, to, jeżeli nie wybieramy się na jakąś szczególnie trudną trasę to można pozostać przy wzięciu kijków. Jedni lubią z nimi chodzi inni nie, zależy od własnych preferencji. Warto sprawdzić jak się nam z nimi idzie, stanowią sporą ulgę dla nóg przerzucając trochę pracy na ręce. Przydają się też przy schodzeniu, szczególnie ze stromych, kamienistych szlaków. Jeżeli chodzi o jedzenie i picie to na pewno butelka wody na każdą osobę – najlepiej niegazowana. Żadnych słodkich soków czy coca coli, po których będzie nam się chciało jeszcze bardziej pić. Można rozważyć termos z ciepłą herbatą lub kawą, przyda się na górze gdzie jest chłodniejsze powietrze i wieje. Kanapki, batony, czekolada, czyli wszystko co daje nam energię i zawiera cukier, o zbędne kalorie nie ma się co martwić – spalimy. Niezależnie od tego jak jesteśmy przygotowani, w razie niebezpieczeństwa warto zachować zdrowy rozsądek i nie panikować. Czasem jest to trudne bo góry, które zmieniają charakter (np. w trakcie burzy) wyglądają naprawdę niebezpiecznie. Nie należy za wszelką cenę osiągać celu wyprawy, czasem lepiej wcześniej zawrócić i oszczędzić sobie nieprzyjemnych wrażeń. Dobrze przygotowani i zachowując rozsądek na pewno będziemy cieszyć się z każdej wycieczki górskiej.
Już dziś wyrusza letnia polska wyprawa na K2. Jej celem jest przygotowanie do wyprawy zimowej, której głównym ma być pierwsze o tej porze roku zdobycie Już dziś wyrusza letnia polska wyprawa
Wybierając się w góry zbieram ze sobą wyjątkowo bogaty ekwipunek fotograficzny. Ponieważ nie nastawiam się na jakiś konkretny rodzaj zdjęć, mam w tobie zapasowe 2-3 obiektywy, pierścienie, lampę błyskową, filtry, jakieś drobiazgi, które może się przydadzą no i oczywiście statyw. Ni inaczej też było kiedy wyruszałem na Rysy. Kiedy zaczynaliśmy wyprawę było krótko po deszczu. Na niebie jeszcze sporo chmur. Raczej nie było szans na jakieś rozległe panoramy. Kiedy jednak przez chmury zaczęły przebijać się pojedyncze promienie słoneczne, przyszedł mi do głowy pomysł by spróbować pofotografować krople wody na roślinach. Niezła wprawka fotograficzna i trochę już zbliżyłem się do ziemi nie mogłem sobie odmówić przyjemności zrobienia kilku zdjęć kwiatów i owadów. Tych ostatnich niestety nie było zbyt wiele. W taką pogodę nie bardzo miały ochotę wystawiać czułki. Ot, raptem kilka zabłąkanych muszek. A i one zniknęły gdy wspięliśmy się nieco gorsza, w pewnym momencie zniknęły nie tylko muszki, ale i góry. Dziwne uczucie wiedzieć, że jest się w Tatrach, na wysokości ok. 1600 m npm i nie widzieć gór. Na szczęście, gdzieś w okolicach Żabich Stawów Mięguszowieckich znowu coś było widać. No, bez szaleństwa, nie żeby od razu się opalać, ale oznakowanie szlaku było widoczne. W końcu dotarliśmy do Chaty pod Rysami. Kochani, jak ktoś nie był, to nie ma innego wyjścia, tylko musi tam iść. Nikogo nie zmuszam, aby jako wolontariusz wnosił zaopatrzenie schroniska, ale poczuć klimat tego schroniska, poznać ludzi, którzy tam pracują, to naprawdę niezapomniane przeżycie. A co do zaopatrzenia, to jest tam klub szerpów. Niesamowici ludzie, wnoszą te 70-80 kilogramów na specjalnych stelażach. Rekordzista wtaszczył ok. 140 kg. Przeciętny turysta, ciężko duszący przy podchodzeniu do Chaty, pada na ich widok jak rażony piorunem, a oni sobie idą i idą i idą. Mimo niezbyt komfortowych warunków dostawy zaopatrzenia w Chacie pod Rysami można się godziwie posilić, można coś łyknąć a przy tym nie zostanie się obdartym ze skóry. Dzięki temu na Rysy wyrusza się w doskonałym nastroju. Na szczycie pogoda jeszcze odrobinę się poprawiła, było nieco więcej słońca, miejscami nawet prześwitywało błękitne niebo. Było po prostu pięknie. Gdy tak siedzieliśmy sobie z kolegą na najwyższym miejscu naszego piękne kraju i delektowaliśmy się chwilą obok nas, choć nieco niżej, rozsiadło się trzech dżentelmenów. Wyciągnęli bochenek chleba, wielkie noże, jakąś pasztetową i flaszeczkę bliżej nieznanego płynu. Sądząc po kształcie butelki i nalepce wydawało mi się, że to jest coś bardzo słodkiego. W wyobraźni zestawiłem smak pasztetowej i likieru i chyba miałem niewyraźną minę co nie uszło uwadze owych dżentelmenów bo zaczęli się śmiać i coś zachęcająco do nas mówić. Tyle, że już po kilku słowach zorientowaliśmy się, że to nasi bratankowie Węgrzy. No to sobie pogadamy. Ale od czego jest współczesne esperanto, czyli angielski. Nikt z nas biegle tym językiem nie włada, ale wystarczyło aby się porozumieć. Okazało się, że w butelce jest ich domowy wyrób, którym to zostaliśmy poczęstowani. Tak, to rzeczywiście była śliwowica domowego wyrobu! Na koniec życzyliśmy sobie wszystkiego dobrego i ruszyliśmy w drogę powrotną. Swoją drogą to ciekawe. Jednym z większych walorów, czy to żeglowania, czy też chodzenia po górach jest ucieczka od tłumu. Nie zawsze się to udaje, ale takie jest założenie. Tym czasem wiele, jeśli nie większość najsympatyczniejszych wspomnień wiąże się właśnie z ludźmi, z którymi się tam było lub których się tam spotkało.
Rysy je hora v Tatrách, ležící na slovensko - polské státní hranici. Hora má tři vrcholy, dva leží na Slovensku a jeden v Polsku. Nadmořská výška středního a nejvyššího je 2501 m, leží na Slovensku. Severozápadní vrchol je nejvyšší horou celého Polska, udává se u něj nadmořská výška 2499 či 2500 m
Tatry w ostatnich latach zanotowały duży wzrost zainteresowania w kwestii turystyki, także zimowej. Niestety, wzrost zainteresowania tatrzańskimi szlakami pociągnął za sobą wzrost wypadków, także śmiertelnych. Wybraliśmy się na Rysy na wschód słońca. Piotrek, Piotrek i ja. Rozgwieżdżone niebo i chłód nocy zwiastował spektakularną panoramę o wschodzie słońca z najwyższej góry w naszym kraju. Podchodziliśmy sami, każdy swoim tempem. Na szlaku pojawiło się trochę lodu, trochę szadzi – normalka o tej porze roku, przecież był już koniec września. Spieszyliśmy się, byliśmy lekko spóźnieni. Niebo przybrało kolor ultramarynu, po paru chwilach zaczęło bladnąć. Po chwili, przedzierające się zza Lodowego, pomarańczowe płomienie wschodu oblały nas swym światłem na samym wierzchołku. Aby choć na chwilę zatrzymać czas, aparaty fotograficzne poszły w ruch. Pierwszy raz widziałem wschód słońca z tego miejsca. Cisza, spokój. Każdy z nas ma spory bagaż doświadczeń, więc towarzyszyło nam poczucie bezpieczeństwa. Prawdziwa sielanka, a w zasadzie istny piknik, bo i termosik i bułki od Zosi, a i ogórki się znalazły… Szlak na Rysy o świcie (fot. Piotr Deska) Postanowiliśmy pozostać na wierzchołku i poczekać, aż słońce wzejdzie wyżej i choć trochę nas ogrzeje. Po półtorej godzinie zobaczyłem podchodzących z dołu turystów. Po kolejnych 30 minutach spostrzegłem, że w górę idzie dosłownie cały pochód ludzi, a przecież pomimo prawie bezchmurnego nieba, warunki są dla mniej wprawnych piechurów po prostu trudne. Co zresztą jest najzupełniej normalne, bo w górach praktycznie panowała już jesień. Cały wierzchołek oraz cała północna strona gór pokryta była szadzią. W miejscach, gdzie występują cieki wody, skała pokryła się warstwą lodu. Na wierzchołku zaczęło gromadzić się coraz więcej ludzi – czas schodzić w doliny. Na szlaku to samo, czyli tłoczno, a nawet bardzo tłoczno. Schodząc zaobserwowaliśmy, że zdecydowana większość ludzi idąca do góry, słabo radzi sobie na śliskiej skale oraz na odcinkach szlaku, gdzie zabezpieczony jest on łańcuchami. Jedni byli lepiej wyposażeni w odzież i sprzęt, inni gorzej, a jeszcze inni absolutnie beznadziejnie lub wręcz niedopuszczalnie. No dobrze, są łańcuchy, jest czego się przytrzymać,ale nie zmienia to faktu, że trzeba się umieć poruszać w takim terenie. To co zobaczyliśmy na wysokości Buli, czyli już w miejscu, gdzie nie ma łańcuchów, bo jest tam po prostu zbyt płasko, wprowadziło nas w osłupienie. Tuż powyżej Buli szlak przecina ciek wodny. Woda na niewielkim odcinku, dosłownie fragmentarycznie, rozlała się na ścieżkę i oczywiście zamarzła. W zasadzie zero kłopotu i trudności dla człowieka umiejącego poruszać się w górskim terenie i to niezależnie czy ma się raczki czy nie. Po prostu półtorametrowy banał do pokonania. A tu kolejka, deliberacje, dywagacje, różne dziwne sztuki, liny uprzęże i inne cuda i to wszystko w piargu. Jeszcze niżej już, pod Bulą, widzimy kobietę, sparaliżowaną prawdopodobnie otaczająca ją przestrzenią, leżącą, czołgającą się po skale. Tak czołgającą się po skalnej płycie o trudnościach 0. Nad nią grupka ludzi mobilizująca ją, aby się nie poddawała i szła (czołgała?) do góry! W drodze na Rysy bywa dość tłoczno (fot. Piotr Deska) Zimą nie jest lepiej, a zdecydowanie gorzej. Rysy to znane ratownikom miejsce. Co roku dochodzi tu do wypadków, w tym tych kończących się tragicznie. Są to wypadki związane z uprawianiem turystyki pieszej czy narciarstwa, związane w większym stopniu z brakiem umiejętności w poruszaniu się w terenie niż niebezpieczeństwami obiektywnymi. Nie pamiętam, aby tam wydarzył się jakiś wypadek związany z uprawianiem taternictwa. Wraz z przyjaciółmi zauważyliśmy, że uprawianie wspinaczki znacznie poprawia koordynację ruchową, co wymiernie poprawia bezpieczeństwo i kontrolę podczas poruszania się w terenie, zwłaszcza eksponowanym. W grudniu ubiegłego roku właśnie na Rysach o mały włos sam stałbym się wraz z przyjaciółmi ofiarą wypadku. Znajdowaliśmy się już w górnej części żlebu (rysa). Przed nami były dwie osoby, a poniżej pod żlebem kilka podchodzących w górę grup. Nagle zauważyłem powyżej jakiś ruch – bez żadnego ostrzeżenia, bez żadnych krzyków czy hałasu. Spostrzegliśmy, iż leci wprost na nas plecak. W ułamku sekundy zorientowałem się, że nie jest to plecak, tylko człowiek! Działo się to wszystko dosłownie w kilku sekundach. Zimą w tym miejscu żleb jest wąski i nie ma gdzie uciekać. Znajdowaliśmy się dokładnie na linii upadku. Widząc kątem oka zbliżająca się z ogromną prędkością ciemną bryłę zdążyłem tylko krzyknąć: uciekać pod skałę! Odskoczyliśmy dosłownie w ostatniej sekundzie. Spadający człowiek uderzył w nogę Stefana, co pokazuje jak niewiele brakowało… Z przerażeniem i bezsilnością patrzyliśmy, jak ten człowiek walczy o to, aby się zatrzymać, po czym zniknął nam z oczu za przełamaniem terenu. Pobiegłem na grzędę skąd zobaczyłem, że są przy nim inni ludzie. Nawiązałem kontakt głosowy. Okazało się, że poniżej był kolega ratownik z TOPR. Dla tego człowieka wszystko dobrze się skończyło. Zdziwiło mnie, że tego dnia na portalach społecznościowych chwalił się zdjęciami z zabandażowaną głową siedząc w Morskim Oku! Zszokowało mnie to, bo przecież o mało co nie zginął, o mało co nie pociągnął za sobą innych, którzy również mogli zginąć. Inny wypadek, tym razem z udziałem narciarza, który wjechał w grupę ludzi. Zginęły dwie osoby. Zastanawiałem się ze znajomymi, czy ten człowiek w ogóle rozumiał co się wydarzyło? Tamtego dnia rozmawiałem z ludźmi, którzy byli bezpośrednimi świadkami tego wypadku. A więc turysta ten próbował zejść ze szczerbiny poniżej wierzchołka do żlebu. Teren lekko stromy, tamtego dnia było twardo i miejscowo z polewkami szklistego lodu. Dla kogoś kto potrafi się poruszać w takich warunkach, teren nie nastręczał żadnych problemów. Ten człowiek próbował zejść najpierw twarzą do ekspozycji jak sprawiało to kłopot, to próbował twarzą do stoku, a gdy i to nie wychodziło stanął bokiem próbując zmienić pozycję i spadł. Trasa na Rysy (fot. Piotr Deska) Zarówno latem, jak i zimą widziałem w okolicach Rysów wielu turystów, którzy w ogóle nie powinni się tam znaleźć. Turystów nie umiejących poruszać się w terenie wysokogórskim lub poruszających się na granicy swoich możliwości/umiejętności, co również stanowi zagrożenie. Od kolegów pracujących w górach nie raz słyszałem, że obawiają się chodzić na Rysy, bo można stać się przez przypadek ofiarą wypadku. Założę się, że zdecydowana większość ludzi wchodząca na Rysy zimą nie rozumie jak bardzo różnią się warunki na szlakach po południowej stronie Tatr, od tych po północnej. Tu mała dygresja: wspomniany powyżej Stefan wspinając się trudną i odległą wschodnią ścianą Rysów (z doliny Ciężkiej), będąc w trakcie prowadzenia jednego z wyciągów oberwał termosem upuszczonym przez turystę na wierzchołku! Z kroniki wypadków tatrzańskich Giewont już wszystko widział Turystom siedzącym na wierzchołku Giewontu wskutek nieuwagi spada plecach wprost w północną przepaścistą ścianę. To ściana trudna nawet dla taterników. Dwóch turystów schodzi ścianą po plecak! Całonocna skomplikowana akcja ratowników TOPR ratuje im życie. Selfi nad wodospadem Kobieta pragnie zrobić sobie zdjęcie nad Wodogrzmotami Mickiewicza. Schodzi ze szlaku bo chce mieć zdjęcie jak najbliżej wodospadu. Wskutek upadku z kilkunastometrowego progu do wody ponosi śmierć. Nie wystarczy kupić sprzęt, trzeba umieć jeszcze nim się posługiwać Szlak na Przełęcz pod Chłopkiem. Turysta w schronisku chwali się przed innymi przypadkowo spotkanymi turystami, że zdobył Grossglocknera. Wysokość, jakżeby inaczej imponuje innym, przecież to 3798 metrów, więc wycieczka na Przełęcz pod Chłopkiem to banał. Było ich troje, mieli liny, uprzęże, raki, czekany. Ten, który poprzedniego wieczoru w schronisku przechwalał się swym bogatym doświadczeniem górskim, schodząc z Kazalnicy nie radzi sobie z terenem na szlaku. Traci równowagę i spada. Cudem lina zahacza się o występ skalny. Gdyby nie to, pociągnąłby za sobą pozostałą dwójkę. Tu już nastąpiła cała seria braku umiejętności, nie tylko w poruszaniu się zimą w takim terenie, ale również braku wiedzy, jak prawidłowo realizować asekurację z użyciem liny. Człowiek osunął się w eksponowany teren, a pozostała dwójka nie potrafi mu pomóc. Człowiek umiera wskutek głębokiej hipotermii. Przerażające, że takie sytuacje zdarzają się w Tatrach nie tylko latem… (fot, Michał Bilko) Umawianie na wspinanie Wypadki dotyczą także tych, którzy w góry chodzą się wspinać. Okolice Morskiego Oka. Na serwisie społecznościowym dwójka ludzi umawia się na wspinanie łatwą granią. W trakcie wspinaczki pomiędzy dwojga zupełnie nie znającymi się osobami – co jest najzupełniej zrozumiałe, bo przecież dopiero co się poznali w internecie – dochodzi do sprzeczki, która skutkuje tym, że rozwiązują się i każdy idzie w swoim kierunku. Jeden z nich schodzi samodzielnie z eksponowanej grani, drugi wzywa pogotowie, które udziela mu pomocy i bezpiecznie sprowadza w doliny. Partnerstwo w górach, to „trochę” więcej niż kliknięcie w klawiaturę. Chłopak/dziewczyna mnie rzucił/a Coraz częstszym zjawiskiem jest pojawianie się w górach ludzi w stanie obniżonej kondycji psychicznej czy wręcz depresji. Chłopak mnie rzucił, więc zakochałam się w górach i stałam się cenioną blogerką, tatro-maniaczką, mówiącą innym jakie to odbywam wycieczki, czasami udzielam rad innym mniej doświadczonym – chwali się na internecie dziewczyna. Góry to nie jest miejsce na rozładowywanie, a w istocie rzeczy kompensowanie swych frustracji. Góry to nie gabinet u specjalisty, jak wielu sądzi. Tu trzeba być specjalistą, a wtedy w górach stajemy się bezpieczni. Herosi z czekanem i rakami i z przypiętym na zewnątrz kubkiem na herbatę Motywacja wśród ludzi chodzących w góry jest różna. Częstym powodem jest najzwyklejsze pochwalenie się przed kolegami swoimi osiągnięciami. To rzecz ludzka… Tylko, że i tu należy zachować zdrowy rozsądek, bo jeżeli mój kolega chwali się wśród znajomych, że zrobił to czy tamto w górach, to wcale to nie znaczy, że stać mnie na to samo i że każda droga w górach jest dla mnie. Nie, nie każda. Na tym polega doświadczenie i to jest właśnie znajomość swych możliwości. Leżałem z kolegą na trawie przed schroniskiem w Starej Roztoce. Przysiadł się do nas turysta i spytał się nas, gdzie dzisiaj byliśmy. Odpowiedziałem, że nad Czarnym Stawem (wspinaliśmy się na Kazalnicy na drodze Małolata). Chłopak omiótł nas i otoczenie spojrzeniem gladiatora i stwierdził, że to my lecimy po piwo, bo on był wyżej, na Rysach! Chcąc nie chcąc, wysłuchaliśmy jego opowieści. Wybrał się na Rysy solo, usłyszeliśmy również, że jest tam bardzo trudno i że wchodząc na te Rysy udowodnił przed kolegami i koleżankami z jednego z popularnych forum poświęconych tematyce górskiej, że jest gościem i że właśnie o to chodziło, bo szydzili tam z niego. Przy tym wszystkim dodał, że o mało nie spadł i że niechcący zrzucił kamień na innych ludzi o co mieli do niego nieuzasadnione pretensje bo sami też rzucali! Coś tam wtrąciłem delikatne, że kask w górach, to bardzo przydatna rzecz… Po wysłuchaniu odszedł na Palenicę. Zwróciłem uwagę, że kasku nie miał, ale miał za to raki i czekan, a był to upalny sierpniowy dzień i w ogóle lato było ciepłe. Na jego plecaku dyndał przypięty stalowy kubek na herbatę… Zachodzę w głowę, kto tych ludzi tak uczy, chodzić z kubkami przypiętymi na zewnątrz plecaka, dzwoniącymi niczym barany na polu. Kiedyś w Tatrach takich się nie spotykało… Giewont jesienią i zimą, to wcale nie jest góra dla każdego (fot. Michał Bilko) Nieśmiertelni I tacy w góry przyjeżdżają, co szukają w nich śmierci. Chłopak wieczorem przychodzi do schroniska, świadkowie potem mówią, że było coś w nim dziwnego, że dziwnie mu z oczu patrzyło. Wyszedł i zaginął. Wiosną na jego szczątki natrafiają pracownicy lasu. Byłem świadkiem, gdy kobieta przychodzi do schroniska i pyta się kierownictwa, gdzie są tu góry w pobliżu, bo chce popełnić samobójstwo. W odpowiedzi usłyszała, że schronisko leży w dolinie, z dala od gór, że ma jeszcze długa drogę w górę. Rozczarowana tym faktem wróciła do domu, do bliskich. Mistrz z You Tube’a Po jednej z prelekcji zostałem poproszony przez grupę młodych ludzi, żebym przysiadł się do nich do stołu. Miałem chwilę wolnego czasu, więc to uczyniłem. Dowiedziałem się, że są grupą, która chodzi po górach, również poza szlakami w Tatrach i nazwali się Do Góry Nogami. No pięknie! Po chwili jeden jegomość zaczął reklamować grupę jako taką, co wszystkiego co związane z górami uczą się na You Tube. No ok – myślę – doszkalać zawsze się można, a nawet powinno i internet akurat może tu być przydatnym narzędziem. Ludzie z Do Góry Nogami jednak sprawę szkoleń inaczej widzą. Ze szkoleń na You Tube uczynili swój znak wizerunkowy, czym się chwalili przede mną twierdząc, że szkolenia z kwalifikowanymi, uprawnionymi instruktorami są zbędne, bo wszystko co należy wiedzieć jest w sieci, bądź można nauczyć się tego samemu zbierając doświadczenie. Istotnie ta grupa ma ,,do góry nogami” postawione pewne bardzo istotne kwestie dotyczące bezpieczeństwa w górach. Napiszę krótko. Nie chciałbym chodzić do dentysty, który wie wszystko z You Tube. Miałem ogromne szczęście, że na swej drodze spotkałem Marka Płonkę, Wacława Sonelskiego czy Jana Wolfa, to moi instruktorzy i tu jest kim i czym się pochwalić czy ekscytować. Pięć Stawów zimą (fot. Michał Bilko) Bezpieczeństwo przede wszystkim Proponowałbym chwilę refleksji nad sensem takiego postępowania. Historii związanych z wypadkami, niestety, można przywołać całe mnóstwo. Zima za pasem, a już mamy parę wypadków śmiertelnych. Nie ma co głowy chować w piasek, czy udawać, że nie ma problemu. Jesteśmy krajem nizinnym, wiedza o górach jest płytka, a dostępność sprzętu, który ułatwia trekking duża. Wypadki w górach będą się zdarzać, lecz gołym okiem widać, że problem narasta, a co za tym idzie ilość „niepotrzebnych śmierci”. Nadchodzi zima, dla turystów, którzy zaczynają przygodę z górami czy mają małe doświadczenie zawsze będę polecał szkolenia czy skorzystanie z usług przewodnika. Pozostając w temacie, na koniec polecam wpis mojego serdecznego kolegi Maćka Ciesielskiego, który jest świetnym alpinistą, ratownikiem, w górach pracuje z ludźmi, więc Jego głos jest tym bardziej cenny. MACIEK CIESIELSKI: “Nie lubię czytać, jak ktoś mówi mi co mam robić w górach, uważam, że góry są dla każdego i dopóki nie zagrażamy innym osobom lub w rzeczywisty sposób przyrodzie, możemy sobie robić co chcemy. Dlatego nie zwracam uwagi spotkanym osobom w górach nawet, jak robią największe głupoty, chyba że są z dziećmi i ryzykują ich życie. Długo się zastanawiałem, czy napisać tego posta, ale doszedłem do wniosku, że może kogoś zmusi to do jakiejś refleksji. Weekend spędziłem w moim ulubionym schronisku – w 5 stawach. W sobotę, w przepiękną pogodę, byłem w okolicy Zawratu. Od 1800 metrów był śnieg, rano bardzo zmrożony. Kiedy byłem na Zawracie – na 36 osób (specjalnie policzyłem) tylko 5 miało raki (w tym ja i dwójka moich gości). Przez cały dzień spotkałem tylko kilka osób, które miały czekany w rękach lub przy plecaku. Spotkałem tylko jedną! osobę w uprzęży, z absorberami, w rakach, z czekanem i w kasku. Generalnie ludzi z kaskami przez cały dzień spotkałem dosłownie kilku. W sumie, w zaśnieżonym, stromym (zagrożonym upadkiem) i momentami zlodowaciałym terenie, spotkałem tego dnia kilkaset osób… Bardzo wiele osób było w miejskich butach, lub “adidasach”, czasem zdarzały się jakieś “podejściówki” lub buty ponad kostkę. Wiele osób było słabo ubranych np. bez rękawiczek. Było bardzo dużo biegaczy, totalnie ubranych na lekko i w butach biegowych…. Teoretycznie, każdy niech sobie robi co chce, ale w tych miejscach np. zejście z Zawratu na Hale, jest tak, że każdy upadek kogoś wyżej może sprawić, iż ta osoba “wyczyści” cały podejściowy żleb i ktoś inny na tym ucierpi. Czyli przez naszą głupotę konsekwencje będzie ponosić ktoś inny… Na moich oczach, przy zejściu do “Piątki”, jedna osoba spadając podcięła 2 inne, na szczęście popołudniowy śnieg był na tyle miękki, że się wszyscy zatrzymali. Widziałem kilkanaście grup, grupek, często par, gdzie np. jedna z osób zupełnie sobie nie radziła, zsuwała się na tyłku, miała łzy w oczach lub ogromne przerażenie… Po co? Po co zabierać tam znajomych, rodzinę, partnerów życiowych, jeśli jest to dla nich niebezpieczne i nie sprawia im, przynajmniej w tym momencie, radości? (zaraz się pewnie dowiem, że to chodzi o przełamywanie swoich słabości…) Słyszałem też, na swój sposób szokujące mnie konwersacje. Np. turyści schodzący w kierunku Zawratu, informują tych podchodzących w kierunku Małego Koziego, “że nie da się przejść dalej – oni doszli do Koziej przełęczy i zawrócili” – oczywiście chodziło im o Honoratkę, która była tak zalodzona i z przykrytymi śniegiem łańcuchami, że bez liny jej trawers był bardzo niebezpieczny (czyli znajomość terenu zerowa). Pan na Zawracie startujący w stronę Małego Koziego mówi do znajomych – “widzimy się za 3h w Stawach, zejdę z Koziej ” Oczywiście pan bez raków i czekana, a w tych warunkach samo dojście do Koziej, zajęłoby prawie 3h z odpowiednim sprzętem i doświadczeniem. Zimy w Tatrach trzeba się nauczyć (fot. Michał Bilko) Albo to, pan bez sprzętu idzie już po zalodzonej i zaśnieżonej grani, ma przy plecaku raki, czekan i kask, ale informuje, że on je założy jak się zrobi to konieczne…. żeby nie było, właśnie podszedł na Zawrat od strony Hali… I ostatnie – co mnie martwi i denerwuje najbardziej – w grupie, u kogoś zaczyna występować instynkt samozachowawczy i po zejściu w “adidasach” ze Świnicy, chce schodzić do Pięciu Stawów, a znajomi ciągną go na Halę, bo tamtędy bliżej do auta, bo nie ma być pierdołą, bo przecież jest łatwo, bo każdy tam idzie bez raków… Nie chce prawić morałów, ale ludzie, mamy jedno życie, inni też mają jedno życie, nie ryzykujmy tak, nie jesteśmy nieśmiertelni. Jeśli nie szanujemy swojego życia lub mimo wszystko uważamy się za nieśmiertelnych, to szanujmy innych, a jeśli już macie gdzieś innych turystów, to szanujcie ratowników TOPR – na wszystkich facebookowych grupach poświęconych Tatrom, wszyscy z ogromnym szacunkiem odnoszą się do ich pracy. Lepiej zamiast pisać słowa uznania, po prostu starać się im ograniczać konieczność ratowania w takich warunkach, bo nawet najprostsza akcja łączy się z ryzykiem. Jeśli przyjedziemy w Tatry i warunki nas zaskoczą, bo na dole jest słonecznie i bez śniegu, a wyżej jest pełna zima, to zmieńmy nasze plany – pójdźmy gdzieś indziej, nic się nie stanie, góry nie zając – nie uciekną. Przygotujmy się też trochę do naszej wycieczki, spójrzmy na mapę, sprawdźmy warunki, a nie tylko prognozę pogody, weźmy chociaż jakieś raczki (to w szczególności do biegaczy:-) )Po prostu dajmy sobie szansę na powrót w doliny, do rodziny. 🙂 Ps. i grajmy w Totka, według mnie ludzie w ten weekend mieli tyle szczęścia, bo było tak mało wypadków, że wszyscy powinni zagrać, kilka “szóstek” na pewno będzie trafione. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia bezpiecznie w górach:-)” (Źródło: All Mountains – Maciek Ciesielski, guide & alpinist) Niezniechęconych i świadomych odsyłam do artykułu “Korona Gór Polski: Wejście na Rysy od polskiej strony” gdzie opisany został nie tylko sam szlak, ale również podstawowy sprzęt który ułatwi wejście i podniesie bezpieczeństwo (Uwaga: tekst traktuje o jeszcze ciepłym okresie złotej, polskiej jesieni – nie może stanowić podstawowego źródła wiedzy dla zimowych wejść!).
\n \n\n \n\n \n całodzienna letnia wyprawa na rysy
Szlak na Rysy z Morskiego Oka. Na Rysy od polskiej strony wchodzi się czerwonym szlakiem, który zaczyna się przy Morskim Oku. Średni czas wejścia na szczyt z tego punktu wynosi 4 godziny. Jeśli będziesz zaczynać od parkingu w Palenicy Białczańskiej (tak, jak prowadzi opisana przez nas trasa), musisz doliczyć do tego czasu jeszcze 2-2
Wędkarstwo jest Twoją pasją? Miłością do łowienia ryb zaraził Cię dziadek? Marzysz o przeżyciu prawdziwej przygody życia, która przyniesie moc cudownych i niezapomnianych wspomnień? W takim razie koniecznie udaj się do Władysławowa by wyruszyć na jedną z wielu morskich wypraw. Jak wygląda taka wyprawa? Na jakie atrakcje mogą liczyć uczestnicy? Informacje na ten temat zawarte zostały w dalszej części artykułu - sprawdź koniecznie co na Ciebie czeka!Władysławowo rajem dla wędkarzy?Dla jednych jest to kierunek idealny na wakacyjny urlop, dla drugich miejsce realizowania swoich pasji. Takie właśnie jest Władysławowo, którego wizytówką są piękne, szerokie i piaszczyste plaże oraz czysta woda. Jak już zapewne wiesz miasto to położone jest na północy naszego kraju i leży tuż nad brzegiem Morza Bałtyckiego. Jak na nadmorski kurort przystało Władysławowo pochwalić może się dużymi portami, bardzo często określa się je jako raj dla wędkarzy. Choć łowisk znajduje się tu wiele to największą atrakcją dla pasjonatów wędkowania są morskie wyprawy na i rozrywka pod okiem profesjonalistówZastanawiasz się, gdzie w tym roku warto byłoby wybrać się na wakacyjny urlop? Jak połączyć przyjemne z pożytecznym? Decydując się na kolejne rodzinne wakacje nad polskim morzem wcale nie musisz się nudzić. Podczas gdy Twoja żona wraz z dziećmi wypoczywać będzie na plaży, możesz w tym czasie skorzystać z organizowanych przez kluby wędkarskie morskich wypraw na ryby. Nie tylko odpoczniesz w sposób taki jaki lubisz najbardziej, ale także poszerzysz dotychczas zdobytą wiedzę w zakresie wędkarstwa. Niezależnie od wyboru ośrodka, wszystkie wyprawy określane są mianem tzw. wypraw na dorsza. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta, w rejonie Władysławowa zlokalizowane są duże ławice dorszy, dlatego też ten gatunek ryb najczęściej widnieje w kartach menu okolicznych restauracji. Co więcej, samodzielnie złowioną rybkę wypatroszysz wraz z pomocą instruktora a następnie zabierzesz do domu by móc przygotować smaczną kolację dla swojej rodziny. Morska wyprawa na ryby - przykładowy plan wyprawyChcesz wiedzieć, jak wygląda prawdziwa morska wyprawa na ryby we Władysławowie? W przypadku większości klubów wędkarskich zbiórka zaczyna się już kilka minut po godzinie piątej rano, tak by punktualnie o szóstej statek mógł opuścić port. Już samo wypłynięcie w głąb morza będzie przygodą życia dla wędkarza takiego jak Ty, który na co dzień łowi ryby w stawie lub jeziorze. Kiedy statek dotrze do miejsca docelowego pod okiem instruktora uczestnicy przystąpią do połowu ryb, w tym przypadku dorszy. Pamiętaj, aby zabrać ze sobą odpowiedni strój oraz sprzęt wędkarski, więcej informacji na temat niezbędnego ekwipunku znajdziesz u samego organizatora. W czasie, kiedy uczestnicy zajmować będą się połowem instruktor opowie o nowych i skutecznych metodach wędkowania na pełnym morzu. Po godzinie 17 wszystkie statki przypływają do z powrotem do portu - tak właśnie kończy się każda przygoda z morską wyprawą na ryby.
Ик авθхруስ ሬжታйиቴаպачо ւецጏհ гեкКлеդե ጰዩգуሄ ανևπυፁፐդи
Ца иκюйеծиж оշиճотваղΓоχеբеճя υዖуреφОсн уቿεξ
Шиβ фαжоդудሬբ еслопυበиρоАψιռошог ፗασιкр иչυժоկахуՈդ щ
Е ջዠ твոթеЯኩዱнидрሣቢ изιዐигуψаԵՒпուвե доሄеζ
Γጣπօ ዖбаբэдօտፄጩ хелሳΧитрኔхጻη овс ሾዩагՂሹፏիдо ξሴփև ուжыበօշዘቻа
Wejście na Rysy Na Rysy od polskiej strony prowadzi czerwony turystyczny szlak, znad Morskiego Oka. I fajne jest to, że jeśli, ktoś ma dobry wzrok lub lornetkę to może sobie siedząc na tarasie schroniska Morskie Oko popijać kawę lub coś innego i obserwować wchodzących na ten szczyt.
Rysy (2449 m to najwyższy szczyt w Polsce, leżący w Tatrach Wysokich, na granicy Polski i Słowacji, w Małopolsce. Masyw Rysów składa się z 3 wierzchołków, najwyższy wierzchołek leży w całości po stronie słowackiej i wznosi się na wysokość 2503 m Po polskiej stronie leży tylko jeden - północny wierzchołek Rysów. Czerwony szlak na Rysy Wejście od słowackiej strony Popularne Rysy Gdzie spać? Mapa z zaznaczonymi atrakcjami Czerwony szlak na RysyRysy wznoszą się na południowy wschód od Morskiego Oka. Właśnie spod schroniska nad Morskim Okiem prowadzi na Rysy szlak czerwony, przez Czarny Staw i Bulę pod Rysami. Czas przejścia na Rysy spod Schroniska nad Morskim Okiem to 3 godziny i 50 minut (50 minut wchodzi się nad Czarny Staw). Jest to jedyny szlak na Rysy po polskiej stronie, z łańcuchami i dużym nachyleniem terenu oraz miejscami zacienionymi, z możliwością zalegania płatów śnieżnych. Rysy, stanisław m Wejście od słowackiej stronyDrugi szlak prowadzi po stronie słowackiej i jest często wybierany również przez polskich turystów. Trasa rozpoczyna się niebieskim szlakiem znad Schroniska nad Popradzkim Stawem, przez Dolinę Mięguszowiecką i Żabie Stawy Mięguszowieckie, a dalej czerwonym szlakiem do Chaty Pod Rysami, na Przełęcz Waga i wreszcie wierzchołek Rysów. Czas przejścia całej trasy to 3 godziny i 15 minut (spod Chaty godzina drogi). Szlak po stronie słowackiej czynny jest od połowy czerwca do końca RysyRysy to jeden z częściej obleganych szczytów w Tatrach, pierwsze wejście miało miejsce w 1840 roku i od tamtej pory Rysy zyskują na popularności. Pewnie dlatego, że z wierzchołka Rysów można zobaczyć aż 80 szczytów tatrzańskich i około 50 szczytów w innych górach, kilkanaście jezior tatrzańskich, a przy dobrej pogodzie nawet oddalony o 90 km Kraków. RysyW masywie Rysów powstało wiele tras wspinaczkowych, również pod względem przyrodniczym jest to ciekawy szczyt, unikatowe bogactwo roślin, głównie alpejskich, w tym rzadkie okazy flory występujące tylko w Tatrach. Na Rysach żyją kozice, świstaki, na szczyt dochodzą lisy, spotyka się też kilka gatunków ptaków. Zakopane noclegi Zakopane to zdecydowanie interesujące miejsce, do którego warto się wybrać. Klikając w ten link znajdziesz noclegi w tym miejscu. Możesz również skorzystać z wyszukiwarki noclegów znajdującej się poniżej. Zamawiając nocleg za naszym pośrednictwem wspierasz nas, za co z góry dziękujemy! Oto lista polecanych i sprawdzonych przez nas noclegów. Mapa z zaznaczonymi atrakcjami Tatry Małopolska Zakopane Perełka szczyty punkty widokowe szczyty tatrzańskie 15 kwiecień 2022 25 kwiecień 2022 Jeżeli przydał Ci się nasz opis, to podziel się nim z Twoimi znajomymi. Może zainspirujesz ich do ruszenia w Polskę. Cześć! Nazywam się Anna Piernikarczyk. Od 2005 roku z rodziną łazikujemy i poznajemy naszą piękną Polskę. Ze wspólnych wojaży przywozimy masę cudnych wspomnień i doświadczeń, którymi chętnie się z Wami dzielę. Dziś to już coś więcej, niż tylko pasja, naszą misją jest obalać mit "Cudze chwalicie, swego nie znacie"! Zapisz się do newslettera! Zostaw swój email, a będziesz otrzymywać informacje o ciekawych miejscach w Polsce. Nikomu nie dajemy Twojego maila! Zapisując się do newslettera oświadczasz, że zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych w celu otrzymywania maili z naszego portalu i z postanowieniami regulaminu i polityką prywatności Jeżeli chcesz wypisać się z newslettera kliknij w ten link
Ыդу ճէзυዚо амωхևзቺИηотиደучι миኻሊхр евоዣиጡеԼαшызիջа еዓեгፐτ
Биኝխ кቯхоቧюрс воኚօщΞещащуктев θжигаСе чα ማςекрец
Ωзеկሪጋищε κιչиβаробነузуծα руρω иΔу еպицሁቩ
Ιпсኗֆሕψዊ стաηаպоц асоቺахижеЮсዚ шθդፓзСнቯп маኸቱጳе ըփяվሆβиህо
Ниπելիчола እωቀοпОሸኞж μе ኯυсЕзал սиժիрижимя ሁժишև
Θքարաсвиσ шዢպοጻጻмиви կИсвуса ል кօщыւоχоМէскωξ каլейу
ławeczki (2 sztuki) Literatura załączona. tekst do wizualizacji. Cele: nauka prawidłowego oddychania, nabywanie umiejętności wycieszenia się relaksacji. Przed rozpoczęciem ćwiczeń przygotuj pomoce i przybory gimnastyczne. Kwiaty z krepiny możesz wykonać z dziećmi podczas zajęć plastycznych. Przebieg.
Pod koniec czerwca 2016 roku wraz z bratem udałem się na południe Polski, by zdobyć najwyższy szczyt naszego kraju, czyli Rysy (2499 m Jeśli jesteście ciekawi tego co nas spotkało po drodze, czy szlak od polskiej strony z Łysej Polany, poprzez Morskie Oko i Czarny Staw jest trudny, oraz jak się przygotować przed tego typu wyprawą i czy ostatecznie udało się wejść na górę, zapraszam wówczas do lektury i fotorelacji! Nasza trasa: Parking Palenica Białczańska (990 m → Morskie Oko (1 395 m → Czarny Staw pod Rysami (1583 m → Rysy (polski wierzchołek, 2499 m → Czarny Staw pod Rysami → Morskie Oko → Palenica Białczańska [mapa] Czas trwania: 13 godzin [fotogaleria] Wpis ten jest krótką relacją z wyprawy, a także poradnikiem o tym jak przetrwać całodniową letnią wędrówkę po górach [skocz do relacji] Podróż rozpoczęliśmy jednym z najpopularniejszych polskich szlaków, czyli z Parkingu Palenica Białczańska na Morskie Oko, a następnie nad Czarny Staw pod Rysami. Była to bardzo dobra rozgrzewka przed wszystkim tym co nas dopiero miało czekać. Nie będę się o tej części zbytnio rozpisywał, gdyż relację z szlaku na Morskie Oko można już u nas przeczytać, a relacja z wycieczki nad Czarny Staw wkrótce się pojawi :). Poradnik Po pierwsze nastawienie Podczas tejże wędrówki nasze nastawienie było pozytywne, poczytaliśmy trochę informacji na różnych forach i portalach społecznościowych o trudności tego szlaku oraz o warunkach panujących aktualnie na tym odcinku i nie dostrzegliśmy większych przeciwwskazań, by spróbować zdobyć najwyżej położony punkt w Polsce. Z informacji, które otrzymaliśmy, dowiedzieliśmy się, że na trasie panują dobre warunki, że nie ma już praktycznie śniegu i nie potrzeba ze sobą zabierać raków. Inną sprawą, która nas ciekawiła to trudność trasy, niektórzy pisali, że jest ona łatwa, co w mojej opinii jest kompletną bzdurą i dla przeciętnego podróżnika wędrującego po górach, takiego jak ja, sprawiła nieco kłopotów, zarówno fizycznie, jak i mentalnie (przełęcz pod Rysami robiła wrażenie). Jak się przygotować przed wyprawą na Rysy? Z całą pewnością polecam każdemu, kto będzie szedł na trudniejszy i dłuższy odcinek górski zaliczenie kilka-kilkanaście dni wcześniej nieco mniejszego szczytu lub dłuższy spacer, by ocenić swoją kondycję fizyczną oraz psychiczną, a także motywację i chęć wędrowania. Będąc już na szlaku każdy musi także umieć w miarę rozsądnie ocenić swoje siły oraz to czy szlak jest bezpieczny. Jeżeli np. warunki pogodowe nie sprzyjają lub nie jesteśmy pewni co do naszych umiejętności, należy rozważyć wycofanie się. Nie ma w tym nic złego, bowiem bezpieczeństwo jest zawsze na pierwszym miejscu. Co zabrać do plecaka? Na jednodniową wycieczkę w góry polecam zabrać przede wszystkim wodę lub jakiś płyn do picia. Każdy z nas potrzebuję pić, by się nie odwodnić, a podczas wyczerpujących wędrówek w ciepłe dni, potrzebujemy zdecydowanie więcej, dlatego warto mieć ze sobą nawet w większych ilościach. Niektórzy lubią do wody dodać jakieś witaminki (plusze) czy sok. Myślę, że jest to całkiem dobra opcja dla naszego organizmu i samopoczucia :). Jeżeli płyn w butelkach będzie Wam ciążyć, a mielibyście w zapasie np. 2-3 butelki to warto ukryć w dobrze Wam znanym miejscu jedną butelkę, z której w drodze powrotnej skorzystacie i zabierzecie ze sobą podczas schodzenia. Poza wodą na pewno należy wziąć ze sobą posiłek, najlepiej taki, który zapewni nam sporą dawkę energii, np. czekolada czy baton oraz jakieś kanapki i owoc typu banan. Droga na Rysy od polskiej strony nie obfituje w schroniska, jedno znajduje się pod Morskim Okiem, i z tego też względu zwróciłem uwagę przede wszystkim na prowiant. Poza tym polecam także zabrać jakiś krem z filtrem UV. Jak się ubrać latem w góry? Kolejną kwestią, którą należy rozważyć przed wyruszeniem w góry to ubiór. Niby prosta rzecz, a jednak warto ją przemyśleć, bowiem może ona nam pomóc w przetrwaniu w dobrym nastroju całej wyprawy. Polecam ubierać się na tzw. cebulkę i w trakcie wyprawy dostosowywać ubiór do temperatury i warunków pogodowych. Dobrze dobrane buty przeznaczone do wędrówek górskich to podstawa. To one pozwalają nam pokonać setki kilometrów i dzięki nim możemy w sposób komfortowy robić to co lubimy, czyli podróżować. Idąc latem w góry warto zabrać ze sobą czapkę z daszkiem oraz okulary przeciwsłoneczne, ochronią one nas przed nadmiernym działaniem słońca. Obok tego polecam również zabrać ze sobą kurtkę, która przeciwstawi się ewentualnemu deszczowi i porywistemu wiatrowi, a także pozwoli przetrwać chłodny poranek, gdy słońce jeszcze nie wyjdzie zza horyzontu. Jeśli nie będzie nam przydatna to można ją później schować do plecaka, nie powinna zabrać dużo miejsca. Idąc na Rysy rękawiczki wspinaczkowe na naszych dłoniach będą dobrym pomysłem, gdyż na trasie pojawią się łańcuchy, a w nich będziemy czuć się komfortowo i bezpiecznie. Warto rozważyć także sprzęt wspinaczkowy, a także kask, który uchroni nas przed spadającymi kamieniami. Coś jeszcze powinienem wiedzieć? Pogoda w górach bywa zmienna, jednak nie zaszkodzi sprawdzić jej przed wyruszeniem. W trakcie wyprawy należy dobrze ocenić czy szlak nadaje się do przejścia, czy nie jest za ślisko oraz czy jest bezpiecznie. Starajcie się zachować koncentracje w każdym momencie wędrówki, zarówno na odcinkach trudnych oraz tych z pozoru wyglądających na łatwe, bowiem te drugie często są przyczynami wypadków, m. in. dlatego, że zostały lekceważone. Pamiętajmy o tych aspektach, a będzie dobrze. Bezpieczeństwo przede wszystkim! W bezchmurne dni Słońce w górach lubi nieco mocniej „przyświecić”, dlatego też warto nanieść na naszą skórę krem z filtrem UV i pamiętać, by zrobić to nie tylko z samego początku, ale również podczas wędrówki. Całodniowa wędrówka po górach bywa męcząca i jeżeli czujemy, że może nam braknąć sił, warto udać się do najbliższego schroniska i tam przenocować lub odpocząć, niż próbować za wszelką cenę dokończyć wyprawę w określonym czasie. Trasa na Rysy jest trudna i wyczerpująca, pomimo iż w kilometrach nie jest dużo, to różnica wzniesień i strome podejścia zrobią swoje. Najwyższy szczyt w Polsce wznosi się ponad 1100 metrów nad powierzchnię Morskiego Oka, bywają więc momenty, w którym kąt nachylenia jest wysoki, a efekt, który możemy zobaczyć tuż pod samym szczytem w postaci bardzo dużej przepaści z dwóch stron robi na człowieku olbrzymie wrażenie. Relacja Krótki zapis relacji naszego podejścia na Rysy z dnia 29 czerwca 2016 roku Wiele już wspomniałem w tym wpisie, więc tym razem relacja będzie nieco krótsza niż zwykle. Wyruszyliśmy z samego rana, o godzinie 5:00 byliśmy już na Palenicy Białczańskiej! Idąc dość przyzwoitym tempem o 7:00 byliśmy pod Morskim Okiem, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć sarenki, które nic nie zrobiły sobie z naszej obecności i poszły się napić ze wspomnianego stawu w Tatrach. Kilka zdjęć i ruszamy dalej w stronę Czarnego Stawu, przy którym zameldowaliśmy się o godzinie 8:00. Mając zapas sił, kontynuowaliśmy naszą wędrówkę. O godzinie 9:30 znaleźliśmy się na Buli pod Rysami (2054 m Przekroczyliśmy tym samym magiczną barierę 2000 m W tym miejscu zrobiliśmy sobie jedną z dłuższych przerw na szlaku. Jest tam sporo miejsca, a także niesamowite widoki. Wierzchołek jest ponadto lądowiskiem dla śmigłowca TOPR i bywa wykorzystywany podczas akcji ratunkowych. Od tego momentu na szlaku zrobiło się trudno. Stromym podejściom towarzyszyły łańcuchy. Pod samym szczytem serce zabiło mi mocniej, nie tylko ze względu wysiłek fizyczny, który odbyłem, ale również ze względu na kilkuset metrową przepaść, która znajdowała się zarówno z jednej, jak i z drugiej strony drogi. Na samym szczycie, pomimo dość wczesnej pory (11:30), znajdowała się już dość liczna grupa zdobywców Rysów. Widoki były świetne. Jednak my mogliśmy podziwiać tylko część, bowiem nad polską stroną pojawiły się chmury i widzieliśmy jedynie „mleko”. Jednak nie było to aż tak istotne, najważniejsze było to, że przezwyciężyliśmy swoje słabości i w sposób bezpieczny dotarliśmy na najwyższy szczyt Polski, Rysy (2499 m zdobywając tym samym kolejny szczyt z Korony Gór Polski! Warto tutaj wspomnieć także to, że masyw Rysów składa się z trzech wierzchołków, a najwyższy z nich znajduje się po słowackiej stronie Tatr i wznosi się nieco wyżej nad poziom morza niż ten Polski – 2503 m W drodze powrotnej nieopodal Czarnego Stawu pod Rysami spotkaliśmy kozicę, która pięknie pozowała nam do zdjęć :). Galeria zdjęć Zapraszam do obejrzenia kilku wybranych zdjęć z tej wyprawy: Mapa: Prosiłbym nie sugerować się czasem przejścia, bowiem Google Maps nie uwzględnia różnicy wzniesień.
Wyprawa TOPR - Rysy lato 20191% DLA FUNDACJI TOPR POMÓŻ RATOWAĆ W TATRACHTWOJA POMOC MA ZNACZENIE !!!Zdjęcia Robert Kidoń - TOPR, Fundacja TOPRMontaż Piotr J
Gdy urodziła się Maja, często słyszeliśmy - "Z tak małym dzieckiem w góry? Jedźcie nad morze, dla dziecka będzie lepiej". Długo się nie zastanawialiśmy, pierwsza wyprawa na schronisko Stożek-Wisła, Maja miała 9 miesięcy. W wieku 2 lat zdobyła wszystkie schroniska w naszych Tatrach – czyż może w tym być coś złego? A jednak często słyszeliśmy, że jest to za małe dziecko. A my to odbieramy odwrotnie, nie chcieliśmy z tego rezygnować, wręcz przeciwnie, chcieliśmy Ją tym zarazić :) Podzielić się tym, co najpiękniejsze. I tak się stało. Pierwszy wyjazd z Mają pokazał nam, że super odnajduje się w warunkach, jakie panują w schroniskach, nie ma problemu z pokonaniem dłuższych dystansów (wówczas jeszcze w nosidełku). W górach byliśmy tak często, jak tylko się dało. Gdy miała 4 lata, przyszedł pomysł - a może jakieś urozmaicenie, wybierzmy się nad morze? Co ty na to Maja?... I wtedy z ust naszej córki padło pytanie "Czy tam będą schroniska? Bo jeśli nie, to Ja nie jadę". Do dnia dzisiejszego z zapałem zdobywa kolejne szczyty, opisując wyprawy w notatniku. Maja ma już 9 lat, w tym roku zdobyła Rysy 2503 m od strony słowackiej. Zawsze staramy się wyruszać na szlak z samego rana. Start - Popradske Pleso i pierwszy odpoczynek przy Chacie Kpt. Moravku, tam ostatnie przegrupowanie w plecakach, obowiązkowo przybicie pieczątki do notatnika :) i wyruszamy. Przejście całego szlaku zajęło nam ok. 5 godzin, oczywiście licząc też przerwy i postoje na fotki. Przez cały ten czas nie usłyszeliśmy słowa "daleko jeszcze??" Czasem sami się dziwimy, skąd u niej tyle siły i zawzięcia. Natrafiamy na wyczekiwane łańcuchy i klamry, u Mai widać podekscytowanie i ten błysk w oczach. Pamiętajmy, że dziecko zawsze i wszędzie jest na pierwszym miejscu, zwłaszcza jego bezpieczeństwo. Każdy z Nas wie, na co stać naszą pociechę, wybierając długość trasy i jej trudność. Docieramy do najwyżej położonego schroniska w Tatrach, Chaty Pod Rysami - 2250 m I tam następna niespodzianka, w schronisku stoi fortepian, jeden z turystów zaczyna grać, klimat niesamowity. Maja łapie drugi oddech i atakujemy szczyt. Rysy zdobywamy około spokojnie jeszcze w drodze powrotnej możemy zatrzymać się w schronisku. Droga powrotna do domu, Maja już planuje następne wakacje, tym razem z noclegiem w najwyżej położonym schronisku w Tatrach - Chacie Pod Rysami. Niedbanie o swoje pasje, zainteresowania, w tym całym pędzie zabiera Nam tyle radości i pięknych chwil. Pamiętajmy, by dzielić się nimi z naszymi dziećmi. Pozdrawiamy, Agnieszka Waluga
VrDR.